Kategorie: Wszystkie | Filmy | Gry | Komiksy | Książki | Magazyn | Muzyka | Varia
RSS
poniedziałek, 29 września 2008
Mama Rossa w złotym bikini

Na stronie http://www.fanboy.com/star_wars obejrzeć można kolekcję przedziwnych gadżetów starwarsowych: pancerze szturmowców dla kobiet, My Little Pony jako szturmowiec, japońskie ręczniki z rysunkami z GW a la drzeworyty, różne zastowowania R2D2 i hełmu Vadera, w tym różowy vaderowy hełmik (z diamentową koroną!) dla dziewczynki:

Różowy Vader
(c) B. Burton

Wiedzieliście, że jest strona poświęcona wyłącznie metalowemu bikini Lei? Można je nabyć za jedyne 54.99$ i odgrywać sceny z GW. Byle ostrożnie - był taki odcinek "Przyjaciół", gdy Rachel się przebrała za Leię:

Niestety wcześniej Chandler powiedział Rossowi, że czasem w *trakcie* widzi swoją matkę.

Do czego oczywiście dołożył się Joey:
- Mam to samo stary.
- Naprawdę?!
- Jasne. Za każdym razem, jak uprawiam seks, widzę twoją matkę...

Dla wyjaśnienia dodajmy, że mamuśką Chandlera był nie byle kto, lecz sama Morgan Fairchild (tak zupełnie na marginesie - tatusiem był(a) Kathleen Turner!).

Esensja

14:10, blog_esensja , Filmy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 września 2008
Zanussi kontra Tarantino

Jako rzecze o swym nowym dziele Krzysztof Zanussi w wywiadzie dla Stopklatki:

W filmie poddaję krytyce dekonstrukcję i postmodernizm, których nie znoszę. Nie jestem w stanie oglądać więcej niż jednego filmu Tarantino - raz się udało, wyszło świetnie i w porządku, ale powielanie tego w kółko wydaje się bezsensowne.

No tak. Nie ma jak kino moralnego niepokoju z jego całą artystyczną i merytoryczną różnorodnością.

Piotr Dobry

13:30, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (1) »
piątek, 26 września 2008
Nasz poprzedni właściciel utknął gdzieś na Antylach!

Swego rodzaju legendą wśród fanów „Gwiezdnych wojen” jest (piracka?) kaseta wideo z Epizodem IV ze słynnym skopanym tłumaczeniem. Miałam niewątpliwą przyjemność oglądać to cudo na własne oczy. Tłumaczenie jest zaiste specyficzne, sprawia wrażenie, jakby ktoś spisał ze słuchu ścieżkę dźwiękową i na chybił trafił starał się dopasować polską wersję. Dzięki temu „stary Ben Kenobi” zmianie się w „O-Bena”, zamiast „captain Antilles” tłumacz zrozumiał „kept in Antilles”, zaś komunikaty imperialnych nawigatorów „Rebel Base – thirty seconds and closing” (oznaczające, że baza rebeliantów będzie w celu za 30 sekund i wciąż się zbliża) zmieniają się w „Baza rebeliantów – trzydzieści sekund do zamknięcia”. Palec pod budkę, bo za minutkę... Dodatkowo jeszcze lektor czytał kwestie z pewnym przesunięciem, co szczególnie interesujący efekt dawało przy dialogu Lei i Tarkina, kiedy wychodziło na to, że księżniczka wypowiada zdania gubernatora, i odwrotnie.

Oto garść najciekawszych cytatów:

Owen Lars: Potrzebuję droida, który rozumie dwójkowy język obsuszaczy wilgoci.

C3PO: Jestem zatruty pyłem!

C3PO: Czy mogę jakoś panu pomóc?
Luke: Możesz chyba zmienić czas, popracować w polu...

C3PO: Jestem C3PO, a to jest mój mały odpowiednik, R2D2.

C3PO: Nasz poprzedni właściciel utknął gdzieś na Antylach!

Luke (usuwając ogranicznik Artoo): Pewnie obaj uciekniemy jak to wyciągnę.

Luke: Czy chodzi tu o Ben Kenobiego, który mieszka nad morzem?

Luke (do Artoo): Zagraj to, co masz schowane w środku!

C3PO: Przepraszam pana, ale wydaje się, że wpadł w stan podniecenia.

Luke: To zbyt niebezpieczne, ale wyślę ludzi.

Kenobi: Miecz świetlny nie jest tak nieporęczny jak eksploder. Świetna broń do walki cywilizowanych celów.

Kenobi: Moc to pole energetyczne, które wciska się między nas.

Tarkin: Strach zadba o całość tej stacji bojowej.

Motti (do Vadera): Żebyś mógł znaleźć tę fortecę, obdarzyłem cię zdolnością telepatyczną.

Kenobi: Ludzie Piasku zawsze walczą pojedyńczo, aby ukryć, w jakiej są liczbie.

Po scenie „To nie są roboty, których szukacie”:
Kenobi: Moc ma wielki wpływ na małe móżdżki.

Greedo: Jabba nie lubi takich szmuglerów, którzy przewożą fracht pod bokiem Imperium.

Na Gwieździe Śmierci:
- Ustawić cel na Alderaan.
- Z chęcią.

Han: Spokojna głowa z tymi ślimakami Imperium!

Han: Antyczna broń i religie nie korelują dobrze z nowoczesnym laserem.

Vader: Czuję jakby obecność czegoś, czego nie pamiętam od. [lektor bardzo stanowczo zaakcentował kropkę po tym „od”]

Leia (do Luke’a stojącego w drzwiach celi): Taki mały, a już w oddziałach szturmowych?

Vader stwierdza, że na Gwieździe Śmierci jest Obi-Wan.
Tarkin: Dlaczego tak myślisz?
Vader: Bo czuję drżenie. Ostatnim razem miałem to uczucie w domu mojego dawnego pana.
Tarkin: Ty jesteś jedyną pozostałością tej religii.

W zsypie na śmieci:
- To jest zaryglowane magnetycznie!

C3PO: To podniecenie niekorzystnie odbiło się na układach scalonych mojego odpowiednika.

Vader: When I left you, I was but a learner. Now I am the master!
Lektor: Kiedy cię opuszczałem, byłem samotny. Teraz jestem panem.

Han (wpadając na grupkę szturmowców): Didn’t we just leave this party?
Lektor: Znowu nasi milusińscy!

Imperialny oficer (melduje ucieczkę „Sokoła”): Właśnie przekroczyli granice nadprzestrzeni.

Han: Sometimes I amaze myself.
Lektor: Czasami jestem leniwy.

Han: Atak na tę stację pozostaje w niezgodzie z moim ideałem odwagi.

Rozmówki rebelianckich pilotów:
- Zbliżamy się do Planety Śmierci.
- Przywódco Czerwonych, tu przywódca Złotych. Postaram się przeciąć oś i dać rozkaz ognia.
- Uchyl tylne reflektory!
- Drugi i trzeci Czerwony. Stójcie tam i czekajcie na moje rozkazy.

C3PO (widząc wyciąganie z myśliwca uszkodzonego Artoo): Musicie go naprawić! Każdy z moich układów scalonych chętnie pomoże!

Komentarze widzów:

Lektor: Uważaj, masz z tyłu!
Silvana (z przejęciem): To POTWORNE upośledzenie!

Lektor: Baza Rebeliantów – jedna minuta do zamknięcia.
(po chwili)
Lektor: Baza Rebeliantów – trzydzieści sekund do zamknięcia.
(po chwili)
Lektor: Baza Rebeliantów w polu rażenia.
Achika: Za późno – zamknięta!

Agnieszka "Achika" Szady

Więcej o "Gwiezdnych wojnach":

Zakochany w Xenie Vader w czerni je miętówki w krypcie Exara Kuna - filmy fanowskie

Gwiezdny obciach, czyli nawet Lucas się tego wstydzi - niesławne "Star Wars Holiday Special"

Jednemu z tych braci moich najmniejszych… - jak płakaliśmy za małym Ewokiem

Luke i jego Cień - o co chodziło w jaskini na Dagobah

13:49, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (3) »
czwartek, 25 września 2008
Gwiezdne wojny pod Poznaniem

Czytając świetny tekst Agnieszki Szady o fanowskich filmach poświęconych "Gwiezdnym wojnom", przypomniał mi się jeszcze jeden rodzimy filmik, niedługi, ale kompletnie rozkładający. Jego autorem jest wspominiany w tekście niejednokrotnie Staszek Mąderek, a powstał on z pewnej specjalnej okazji na zamówienie lokalnej telewizji.

Znajdziecie go tutaj:

http://pl.youtube.com/watch?v=0XMez3p9pPM

To co się dzieje w tle jest po prostu nieprawdopodobne. Zwróciliście uwagę na tańczącego szturmowca?

A uwierzycie, że wiele osób dało się nabrać?

Niestety nie ma opcji wklejenia filmu, więc podaję tylo linka (zajrzyjcie tam koniecznie). Aby jednak blog wyglądał lepiej, jeszcze jeden króciutki okolicznościowy film Mąderka:

 

 

Konrad Wągrowski

15:04, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (1) »
środa, 24 września 2008
Jesteśmy ofiarami własnego sukcesu, czyli czemu Esensja wydaje się być zniknięta

Otóż jest to wynik znanego niektórym tzw. "wykop effect". Nasze teksty trafiają na główną stronę serwisu wykop.pl, a serwer Esensji notuje tysiące wejść. Notuje i czasem... no, na tym poprzestaje, nie pozwalając z racji zatorów na wejście na stronę.

Nie obawiajcie się, Esensja jest, pisze i bloguje. Tylko z racji chwilowych trudności obiektywnych, będących wynikiem wielkiego zainteresowania naszymi tekstami, tego nie widać. Ale próbujcie, a będzie Wam dane (prędzej lub mniej prędko) najlepsze popkulturalne pismo internetu.

 

Michał Kubalski

17:24, blog_esensja , Magazyn
Link Komentarze (5) »
niedziela, 21 września 2008
Epizod 2 i 1/2 czyli klonowanie legendy

Premiera “Wojen klonów” zbliża się wielkimi krokami, niektórzy fani już przytupują z niecierpliwości i ustawiają się w kolejkach przed kinem, a inni... no właśnie. Już nowa trylogia budziła bardzo mieszane uczucia, a teraz dostajemy film mało, że animowany, to jeszcze zawierający – sądząc po zapowiedziach i dostępnych już w sieci recenzjach – dość dziwne fakty. Zakon Jedi angażuje się w poszukiwania porwanego syna Jabby. Nooo, ciekawe. Prowincjonalny gangster jest tu nagle tak ważny, że jego potomstwo staje się zakładnikiem ważnym na skalę galaktyczną? Niby czemu? Ktoś ustawia przetarg na dostawy piasku na wypadek ataku zimy na Coruscant czy jak? Anakin Skywalker ni stąd ni zowąd ma padawankę. Zdziwniej i zdziwniej, jak mawiała Alicja Liddell. Czy mnie pamięć nie myli, czy w “Zemście Sithów” wyraźnie padły słowa, że Anakin został przyjęty do Rady Jedi mimo, iż nie jest mistrzem? Już pomijając fakt, że młody Skywalker jest zbyt mało zrównoważony, by jakikolwiek rozsądny członek Rady powierzył mu kogoś, za kogo ma brać odpowiedzialność. Tak, wiem, nie należy się w “Gwiezdnych wojnach” doszukiwać głębi psychologicznej. Ale czy to znaczy, że mamy sobie dać wmówić dowolną bzdurę?

Wojny Klonów

Już widzę te logiczne łamańce, które fani będą wyczyniali, żeby usprawiedliwić niejasności z mistrzowaniem Anakina. “No, bo jeśli padawanka mu zginęła, to w Epizodzie III nie był już mistrzem, co nie?”. Nie żebym im to miała za złe, sama swego czasu brałam udział w ognistych dyskusjach dowodzących, czemu w Bardzo Odległej Galaktyce może być widać w przestrzeni kosmicznej smugi laserowych wystrzałów. Ale jednak mniej głupie jest szukanie wyjaśnień dla różnic między światem filmowym a naszym niż uzasadnień dla sprzeczności wewnątrz samego filmu. Swoją droga, ciekawe, jakich cudów narobi powszechnie znana obojętność Lucasa dla faktów przedstawionych w książkach i komiksach sygnowanych logo jego sagi. Oczywiście nie dziwię mu się, że ignoruje czarodziejki jeżdżące na dinozaurach czy inne podobne wynalazki. Ale czemu w takim razie nie próbuje jakoś nad tym zapanować?

Istnieje pewna grupa fanów, którzy faktycznie łykną wszystko, niezależnie, jak bezsensowne, bo “tak było w książce” (komiksie, grze komputerowej, podstawce do erpega itp). I chyba właśnie dla nich jest ten film, zrealizowany w estetyce będącej skrzyżowaniem animacji gier komputerowych z kanciastymi kreskówkami Cartoon Network, na siłę próbujący wcisnąć jakąś akcję w okres między II a III epizodem, choć co to za przyjemność oglądać widowisko, w którym z góry wiadomo, kto musi zginąć (bo nie było go w filmie z aktorami), a kto przeżyć (bo był). Oczywiście śmierci zapewne nie będą takie stuprocentowe i do końca, raczej zaginięcie w boju – żeby dzieci nie płakały, a rzesze wyrobników mogły klepać kolejne komiksy z “cudownie ocalonymi” bohaterami. Oczywiście pojawią się nowi Sithowie, wyszkoleni przez Palpatine’a zapewne w weekend... zaraz, czy w świecie Star Warsów są weekendy?... no to może  między jednym posiedzeniem Senatu a drugim. Oczywiście będzie dużo wybuchów i latających pojazdów – i to akurat można temu filmowi zaliczyć na plus.

Sporo osób było, jak zauważyłam, mocno rozczarowanych po zauważeniu, że “Wojny klonów” są animowane we wspominanej już kanciastej i nienaturalnej stylistyce; pojawiały się wypowiedzi w rodzaju “Szkoda, że nie zrobili tego jak Final Fantasy.” Ano, szkoda. Szczególnie przykre jest patrzenie na hrabiego Dooku, który wygląda jak swoja własna karykatura. Za to padawanka Anakina chyba się z jakiegoś anime zabłąkała, sądząc po nienaturalnie wielkich i okrągłych oczach... (nienaturalnie, bo co prawda reprezentuje inny gatunek, ale jednak jego przedstawiciele widoczni w filmach z aktorami mieli oczy zdecydowanie ludzkie). Animacja twarzy niewiele odbiega od aktorstwa niektórych osób w nowej trylogii – nie będę tu żadnych Christensenów palcem pokazywać – więc tu akurat różnicy nie ma, a fakt, że część postaci jest robotami lub nosi zbroje szturmowców pomaga zamaskować nienaturalność animacji. Choć i tak chyba nigdy nie zrozumiem, czemu Lucas zdecydował się na tak demonstracyjną sztuczność: matowe powierzchnie, włosy jak kawałki plastiku, niektóre postaci niemal kubistycznie złożone z odcinających się od siebie brył... Nawet sceny, w których widać tylko maszyny latające, jeżdżące lub kroczące w fantastycznych krajobrazach, są bardzo nienaturalne w porównaniu z animacją, którą mieliśmy ostatnio okazję oglądać w takim chociażby “Wall-Em”. Do tego jeszcze dochodzi polski dubbing... ale nie, to sprawa zbyt bolesna, by ją poruszać. Kto słyszał “Thaaak, mhój phaaanie” wypowiedziane mhhhhrocznym głosem przez jakąś babeczkę o talii szerokości nadgarstka, ten wie, o co mi chodzi.

Ale co tam. Młodzież wychowana na KOTOR-ach i innych stworach i tak popędzi do kin i będzie zastanawiać się, czy w grze będzie ten zajefajny piruet z mieczem, który wykonał Anakin w dwudziestej czwartej minucie filmu oraz ile punktów Ciemnej Strony nałapał, kiedy użył Force gripa zamiast Force pusha. A fani starej daty i tak będą narzekać, bo im się nawet “Mroczne widmo” nie podobało, więc co dopiero mówić o kreskówce. Najwyżej mrukną pod nosem, jak Obi-Wan Kenobi w IV epizodzie: “I’m getting too old for this”.

Agnieszka "Achika" Szady

Czytaj o "Wojnach klonów":

Klony na froncie - serial Cartoon Network
Jak z serialu zrobić kino - historia powstania filmu
Premiera z dawna nieoczekiwana - recenzja filmu "Wojny klonów"
30 najlepiej ubranych postaci Gwiezdnych Wojen - moda w GW
20:16, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (3) »
czwartek, 18 września 2008
Batman w reklamie

Wszystkim, którzy po "Mrocznym Rycerzu" tęsknią za Batmanem i nie mogą doczekać się kolejnej części polecam reklamy z jego udziałem.

Ciekawa jest zwłaszcza reklama karty Mastercard nawiązująca do filmu "Batman begins":

Polecam także tą zainspirowaną filmem Tima Burtona z 1989 roku:

Batman też człowiek i czasem chce się napić dietetycznej coli:

Rozbrajająca jest również reklama McDonalds:

To nie jedyna taka reklamówka. Oto kolejna:

Klasyk pochodzi za to z 1987 roku i jest animowany:

Oto z kolei "Mego Batman Superheroes Commercial Batcave":

Swego czasu Batman promował też firmę OnStar. OnStar to, cytując za Wikipedią, "należąca do grupy General Motors korporacja prowadząca działalność komunikacyjną, monitorującą, oraz śledzącą na terenie Stanów Zjednoczonych i Kanady. System OnStar aktualnie dostępny jest wyłącznie w pojazdach produkowanych przez General Motors, lecz przez krótki czas dostępny był również w pojazdach produkowanych przez Audi, Acura, Subaru i Volkswagen. OnStar ma na celu namierzanie pojazdów znajdujących się na terenie danego kraju."

Uwaga, ponoć ich autorem jest Vincent Ward, niedoszły reżyser trzeciej części "Obcego". Niestety, nie zawsze przekłada się to na ich poziom:
http://www.youtube.com/watch?v=Y3TeJE3QjFQ
http://www.youtube.com/watch?v=a0Zaz4_9UDw
http://www.youtube.com/watch?v=xen9Ylz5GoY
http://www.youtube.com/watch?v=N4nUSIJ-EYo
http://www.youtube.com/watch?v=tgP35SUnqCU
http://www.youtube.com/watch?v=5DaN9EG4D1U

Michał Hernes

09:15, blog_esensja , Varia
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 września 2008
Upadł kolejny mur... Rokita używa emotek

Otóż w dzisiejszym "Dzienniku", w swoim komentarzu Jan "Nie ma mnie w polityce" Rokita, konserwatysta krakowski, szalony kapelusznik, mąż swojej żony, otóż on właśnie... użył emotikonki.

Konkretnie wygląda to tak. Pisząc o Piterze i Kłopotku Rokita wtrąca w nawiasie: "ponoć toczą »spór cywilizacyjny« :)"

Świat nigdy już nie będzie taki sam.

Michał Kubalski

10:56, blog_esensja , Varia
Link Komentarze (9) »
wtorek, 16 września 2008
Polski Joker?

 
 
Bez charakteryzacji.

Piotr Dobry
16:47, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (4) »
czwartek, 11 września 2008
Kino alternatywne (2)

Kolejna wyprawa do alternatywnego wszechświata - tym razem na wrześniowe (przed)premiery.

"Czyściciel" (tytuł oryginalny: "Trupa de Elite")

Jest rok 1997, w Warszawie korupcja jest prawem. Dziesiątki tysięcy ludzi żyje w biedzie, a elity się bogacą. Policja jest do cna przeżarta korupcją, ale pojawia się jeden - czysty jak łza - strażnik miejski świeżo przeniesiony z Ciechocinka, który postanawia rozpocząć krucjatę przeciw złu. Wie, że sprzątanie trzeba rozpocząć od samej góry...

Bezsensja ocenia: "Ponury, oparty na faktach moralitet. Polska skąpana we krwi robi wrażenie, a finałowe ujęcie miotły na tle PeKiNu wywołuje w widzu  uczucie głębokiego katharsis."

Czyściciel

"Kalarepa"

Historia tajemniczego mistyka i myśliciela, który - po wieloletniej drodze znaczonej złem i zawiścią - przejrzał na oczy i zapragnął wznieść się na wyżyny duchowej doskonałości. Na znak odcięcia od świata materialnego przybrał imię kojarzące się ze stanem wegetatywnym. Oto Kalarepa - nie je, nie pije, nie chodzi… a żyje!

Bezsensja ocenia: "Ekranizacja jednego z najsłynniejszych komiksów superbohaterskich... i to powinno wystarczyć za recenzję. Zamiast skupić się na podróży w głąb siebie, transcedentnym przeżywaniu inner space, postawili na udziwnione łubu-du i efekty specjalne (choć trzeba przyznać, że animacja Kalarepy po przemianie robi wrażenie)."

"Nie drażnij fryzjerki" (tytuł oryginalny: "You Don't Mess With the Zocha").

W rękach agenta specjalnego nożyczki mogą być zabójczą bronią. Zocha, fryzjerka z Targowej, potrafi walczyć grzebieniem i pianką do włosów, a suszarkę zmienić w broń masowego rażenia. Co będzie, gdy jej zdolności przypadkowo odkryje pracownik Biura Ochrony Rządu?

Bezsensja ocenia: "Niestety, ten film nie wykorzystuje w pełni komediowego potencjału, jakim byłoby zderzenie nawyków biurokratycznego ochroniarza ze spontanicznym zachowaniem warszawskiej “ziomalki”. W dodatku irytuje nachalny product placement – w pewnym momencie film niemal zmienia się w reklamę pewnego szamponu."

"The Stranglers"

Dla Krysi i Jaśka miała to być magiczna noc, uczczenie wyjątkowej okazji. Jednak tajemniczym zrządzeniem losu w magnetofonie, zamiast największych przebojów Paula Anki, znalazło się ostre punkrockowe łojenie.  A to był dopiero początek - rozpoczęła się długa i bolesna noc…

Bezsensja ocenia: "Ten zrealizowany skromnymi środkami film nieznanego polskiego reżysera ma szanse prześcignąć słynny "Blair Witch Project" Oby tylko nie okazało się, że najstraszniejszym przeżyciem dla widzów nie będą pełne napięcia sceny, lecz muzyka –przeboje Stranglersów wykonuje bowiem debiutująca kapela z Sosnowca."

"Help Boy"

Sympatyczny, nieco fajtłapowaty rudzielec Red, początkujący pracownik telefonicznego biura obsługi klienta przypadkowo odkrywa zaginięcie jedynego egzemplarza Instrukcji Obsługi Sprzętu. Wraz z kolegami i koleżankami z helpdesku zaczyna tropić hiszpańskiego inwestora El Nudę, którego podejrzewają o kradzież świętej księgi. Niestety, rzeczywistość okazuje się o wiele bardziej skomplikowana...

Bezsensja ocenia: "Typowe kino rodzinne z optymistycznym przesłaniem, na szczęście nie tak natrętnym, jak w niektórych hollywoodzkich produkcjach. Nieco przewidywalną akcję ratuje postać El Nudy – kto by pomyślał, że Antonio Banderas tak świetnie odnajdzie się w roli podstarzałego biznesmena z brzuszkiem!"

"Cztery noce z wanną"

Leon, zawodowiec zajmujący się sprzątaniem, bardzo dba o higienę. Po powrocie ze szpitala, w którym pracuje, zawsze bierze prysznic. Stopniowo kąpiele stają się coraz dłuższe i coraz bardziej luksusowe, a rekordowa – czterodniowa – skutkuje wylaniem z pracy niesolidnego sprzątacza, co rozpoczyna łańcuch dramatycznych wydarzeń.

Bezsensja ocenia: "Film byłby lepszy, gdyby nie niespójna, pęknięta konstrukcja: "Cztery noce" zaczynają się jak typowa polska komedia o nieudaczniku obciążonym zespołem natręctw, a następnie zupełnie niespodzianie zmieniają się w ponure, brutalne kino moralnego niepokoju. Sprawia to wrażenie, jakbyśmy obejrzeli dwa odrębne filmy z tymi samymi aktorami."

Bezsensja

15:09, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2
Magazyn Esensja