Kategorie: Wszystkie | Filmy | Gry | Komiksy | Książki | Magazyn | Muzyka | Varia
RSS
czwartek, 29 maja 2008
Śp. ZAiKS
Mahoń. No, prawie...
Srebrny deszcz bezlitośnie siekł powietrze, bębniąc w wieko trumny i baldachimy parasoli. Zebrani żałobnicy posępnie spoglądali na mahoniowe pudło, w którym spoczywał ich wieloletni druh i opiekun ZAiKS. Tremolo kropel wprawiało ich w przyjemne odrętwienie. Stali z półotwartymi ustami, przypominając wszystko tylko nie istoty rozumne. Za nic nie powiedziałbyś, że to zastępcy prezesa, dyrektorzy marketingowi, pracownicy administracyjni. Wyglądali raczej jak stado odzianych w garnitury leniwców.
Stupor chrząknięciem przerwał ksiądz proboszcz. Duży, postawny mężczyzna zamknął oczy i uniósł okrągły podbródek, jakby szukał natchnienia do mowy pożegnalnej.
- Zebraliśmy się tu, aby pożegnać ZAiKS-a, dla wielu z was: przyjaciela, pracodawcę, żywiciela... Był ostoją wielu prezesom i ich zastępcom, podstarzałym artystom estradowym, sekretarkom, mniej i bardziej zdolnym tekściarzom, mniej i bardziej chciwym menedżerom...
Głośne kichnięcie jednego z leniwców wytrąciło proboszcza z rytmu.
- ...i, eee, ekhm, żegnamy ZAiKS-a. Wszyscy wiemy, kto stoi za jego śmiercią. Jakie były przyczyny zgonu - kontynuował proboszcz. - Któż z nas, maluczkich, wytrzymałby ciężar 300 mln zł zaległych podatków? Któż nas nie ugiąłby się pod tym brzemieniem? Kiedy mówiono: „ZAiKS jest non profit”, nie wierzył nikt. Kiedy tłumaczono: „Jest podstawą polskiej kultury i dba tylko o jej dobro”, nie wierzył nikt. Śmiano się. Szydzono. Że źle zarządzany, że nie nadąża za czasami, że skostniałą organizacja nie potrafi już dbać o interesy artystów, a zajmuje się już tylko zarządzaniem samą sobą.
Zrobił pauzę dla podkreślenia nastroju i zwiększenia dynamiki wypowiedzi. Spuścił ciężko głowę na piersi i pokręcił nią, jakby w nawiązaniu do tych kalumnii. Był dobry w tym, co robił, a reakcja zebranych to potwierdzała. Wszyscy, zamiast na dół z trumną, patrzyli na niego.
Podjął temat na nowo. Deszcz zaczął niemiłosiernie lać.
- Lecz odpowiedzmy tym, którzy rzucali mu kłody. Odkrzyknijmy: 90 lat tradycji to nic? Lata wspierania polskiej muzyki, co zaowocowało tysiącami wspaniałych festiwali i milionami genialnych piosenek, a przede wszystkim milionami na kontach prezesów...
Leniwce nagle poderwały głowy. Gdyby były końmi, zastrzygłyby uszami. Proboszcz zreflektował się szybko i naprawił pomyłkę:
- Brakującymi, oczywiście.
Towarzystwo uśmiechnęło się z aprobatą. Naprawdę, ksiądz był fachowcem.
- A co do tego, że nasz druh nie szedł z czasem? Czyżby? A kto wymyślił nowoczesną formę protestu w postaci koncertu gwiazd polskiej estrady? Nawet Doda zaśpiewała na nim swój protest song "Nie zabierajcie nam ZAiKS-a do grobowca, la, la, la, la, la", a Markowski na Rejtana rzucił się pod nogi ochroniarzy, śpiewając "Chcemy być z Tobą, chcemy być z Tobą, ZAiKS!!!". Może nie było to mądre, ale jak pięknie o nim świadczy - ksiądz musiał schronić się głębiej pod parasol trzymany przez ministranta, bo deszcz zamienił się w oberwanie chmury. - No i kto w końcu wymyślił, żeby kasę ściągać od artystów ludowych, wszystkich po równo, mimo że złamanego grosza większości nie płacił, kto?! Z pewnością słowa te w innych okolicznościach przyrody zrobiłyby na leniwcach większe wrażenie, ale ulewa spowodowała, że właśnie pospiesznie zbierali się do samochodów. Każdy z nich przeżegnał się niedbale, postawił kołnierz i wziął nogi za pas.
Na placu boju pozostał tylko ksiądz, który szybko zmówił modlitwę, zerkając co rusz w górę na czarne jak mahoń trumny chmury, jego przemoknięty ministrant, grabarze, którzy wzięli się do zasypywania grobu mokrą gliną, i niezauważony do tej pory chór gospodyń wiejskich. Odkąd żegnany był zszedł, nie musiały już płacić mu składek, więc przyjechały z wdzięczności coś zaśpiewać.
Zaczęły smutną, tęskną pieśń, a wtórował im huk ulewy i ponure unisono łopat grabarzy.

Umarł ZAiKS, umarł,
Już więcej nie wstanie,
Zmówmy zań pobożne
Wieczne spoczywanie.
Oj, bo to był chłopak grzeczny,
Szkoda tylko, że nie wieczny.

Oj dana, dana, dana, dana, dana.

Położyli ZAiKS-a
Na sam środek wioski,
Zeszli się do niego
Kmotrzy i kumoszki.
Już nikt mu nie dopomoże,
Bo nam ZAiKS zmarł, niebożę!

Oj dana, dana, dana, dana, dana.

Umarł ZAiKS, umarł,
Już leży na desce...
Gdyby mu zagrali,
Podskoczyłby jeszcze.
Bo w ZAiKS-ie taka dusza,
Gdy zagrają, to się rusza.

 

Paweł Franczak

 

P.S. Podziękowania dla Babci za korektę.

12:14, blog_esensja , Muzyka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 26 maja 2008
Harrison Ford twardzielem jest

Międzygwiezdny awanturnik Han Solo, walczący z nazistami angielski pułkownik Mike Barnsby, łowca replikantów Rick Deckard, ścigany przez stróżów prawa doktor Richard Kimble czy agent CIA Jack Ryan. No i oczywiście archeolog, awanturnik, poszukiwacz skarbów Henry „Indiana” Jones. Tak, Harrison Ford w swojej karierze zagrał mnóstwo ról twardzieli (te wyżej to tylko krótka lista najciekawszych – były przecież dużo gorsze potworki w rodzaju „Air Force One” czy „Firewall”).

Okazuje się jednak, że sam aktor też jest twardzielem i wcale nie mam tu na myśli samodzielnie wykonywanej kaskaderki, pilotowania samolotów czy grania w filmach akcji w wieku 65 lat. Zresztą spójrzcie sami:

 

 

Czytelniczki może wzruszyły tylko ramionami, ale założę się, że większość facetów syknęła z bólu na sam widok i przyzna, że ten akt wymagał sporej odwagi. Także moralnej – w końcu nie każdy zdecydowałby się nawet w szczytnym celu poddać się nieprzyjemnemu zabiegowi i pokazywać to całemu światu. A Ford to zrobił – i dobrze. I on jest zadowolony, bo ma promocję i zaspokojone ego, i obrońcy środowiska, bo problem został nagłośniony, i widzowie, bo reklama jest fajna (nie zgadzam się z głosami twierdzącymi, że humor tego spotu – choćby spojrzenie Forda na koniec, które jest przegenialne – przesłonił poważne przesłanie). I nawet aktoreczka grająca pielęgniarkę jest zadowolona, bo raczej mało kto może się pochwalić: „Depilowałam klatę Harrisona Forda”…

Jakub Gałka

A propos klat depilowanych i nie: przypominamy, że piękniejsza część redakcji „Esensji” sporządziła nie tak dawno temu ranking najlepszych filmowych torsów.

10:09, blog_esensja , Filmy
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 maja 2008
Indiana Jones: Inspiracje, podróbki i mockbustery

Z okazji premiery czwartej części przygód Indiany Jonesa Konrad Wągrowski przygotował zestawienie najbardziej nieudolnych podróbek Indiany („podróbka” na określenie filmu luźno inspirowanego konwencją to dość niefortunne określenie – szczególnie w kontekście tego, o czym piszę na końcu). Oczywiście można dyskutować nad wyborem: zapewne znajdą się tacy, których urzekła Sharon Stone czy Angelina Jolie - albo, z drugiej strony, klata i wąs McConaugheya lub zakola Nicolasa Cage’a – albo może uważają, że włączanie „Kodu da Vinci” do zbioru naśladowców Indiany to nadużycie. Natomiast nie ma wątpliwości, że nie jest to zbiór zamknięty. Poniżej kilka filmów uzupełniających listę:

„Krwawy klejnot” (1988), czyli para Amerykanów poszukujących rubinu (i siebie nawzajem, bo Źli porywają kobietę) w indyjskiej dżungli.

 

 

„Słoneczny wojownik” (1986), czyli Chuck Norris w (ponoć) komediowej roli awanturnika poszukującego skarbu strzeżonego przez tytułowego wojownika.

 

 

„Zbroja boga” (1986), czyli Jackie Chan w kasowym przeboju (była kontynuacja) jako awanturnik o ksywce Azjatycki Jastrząb powstrzymujący Złych przed zniszczeniem tytułowej zbroi – film pamiętany przez fanów Chana jako ten, w którym z powodu urazu czaszki lubujący się w kaskaderce aktor znalazł się najbliżej śmierci w swojej karierze.

 

 

Poza tym dwa filmy luźno tylko związane z Indianą. W „Sześciu dniach, siedmiu nocach” Harrison Ford, po blisko 10 latach spędzonych na walkach ze złoczyńcami w miejskich dżunglach, postanowił powrócić w egzotyczne plenery – znów jako cyniczny twardziel i z upierdliwym kociakiem (choć w przypadku Anne Heche takie określenie jest moim zdaniem sporym nadużyciem). Natomiast Sean Connery, który w „Ostatniej krucjacie” zagrał zasiedziałego w książkach profesorka, jako awanturnik (wcześniej też ograniczał się albo do ról rycerzy, albo udzielał się we współczesnych filmach akcji) miał szansę zaprezentować się w „Lidze niezwykłych dżentelmenów”. W obu przypadkach wyszło jak wyszło.

I na koniec prawdziwe kuriozum – „Allan Quatermain and Temple of Skulls”. Jakby ktoś jeszcze nie wiedział, o co chodzi, to spójrzcie na obrazek: kapelusz, bicz i tekst „From the story that inspired Indiana Jones” (cokolwiek by to oznaczało).

 

Mający premierę 29 kwietnia bieżącego roku film wpisuje się w cały nurt podróbek (tzw. „mockbusters” – od „blockbuster”; i tu ciekawostka: jak wszystkie masakrycznie złe filmy, tak i te mają swoich wiernych fanów, więc Google pokazuje sporo wyników wyszukiwania… ale proponuje też uparcie zamianę słowa na „blockbuster”) mających na celu skorzystanie z promocyjnego szału rozpętanego przez oryginalne filmy. Mieliśmy więc ostatnio „100 Million BC”, „I Am Omega”, „Monster”, „AVH: Alien vs. Hunter”, „Transmorphers” czy „Street Racer”, a wcześniej „Snakes on a Train”, „Pirates of Tresure Island”, „The Da Vinci Treasure”, „Dragon”, „666: The Child”, „King of the Lost World” jeśli ktoś ma problemy z rozszyfrowaniem tych tytułów, może zajrzeć TUTAJ lub do Wiki. W takich podróbkach celuje studio The Asylum, które zdaje się zarabiać na mockbusterach dobrą kasę, bo z roku na rok produkuje ich więcej. Wszystkie te kurioza można zresztą zamówić (są to produkcje direct-to-DVD) na stronie studia .

Czy warto? W decyzji pomoże zapewne trailer „Allana Quatermaina”:

Jakub Gałka

Zapraszamy jak zwykle do kolejnych tekstów "Indiańskich" w "Esensji":

Indiana Jones: Narodziny przygody

Indiana Jones i wszystko, co tylko możecie sobie wyobrazić (recenzja "Królestwa Kryształowej Czaszki")

Czacha dymi, mózg paruje, czyli bliskie spotkania czwartego stopnia z Indianą Jonesem (recenzja "Królestwa Kryształowej Czaszki")

Sześciu wspaniałych (nie licząc psa), czyli kim był prawdziwy Indiana Jones

 

10:01, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (1) »
czwartek, 22 maja 2008
Prawdziwy doktor Jones też szukał Arki Przymierza!

 


Nazwisko: Jones.

Profesja: archeolog.

Przydomek: nazwa amerykańskiego stanu.

Zajęcie: poszukiwanie Arki Przymierza.

Czyżby ekstrakt scenariusza do „Poszukiwaczy zaginionej Arki”? Tak przynajmniej twierdzi niejaki Vendyl „Texas” Jones, amerykański Noahida, pastor i naukowiec podający się za pierwowzór Indiany Jonesa.

Vendyl Jones, z wykształcenia teolog i „archeolog biblijny”, od zawsze był związany z religią. W połowie lat 50-tych był nawet przez kilkanaście miesięcy pastorem baptystów w miasteczku w Północnej Karolinie. Wtedy to, zastanawiając się nad zasadnością wersów antyżydowskich w kościelnych pieśniach – jako miłośnikowi historii coś mu nie pasowało – dokonał korekty poglądów. Zaczął rozmowy z lokalnymi rabinami, aż w końcu porzucił funkcję pasterza dusz, przeniósł się do innego stanu i rozpoczął dzieci studiowanie Tory i Talmudu. Ponoć dzięki temu w pełni zaczął rozumieć tradycję juedo-chrześcijańską, Biblię, Jezusa, etc. etc. Ostatecznie został Noahidą. W latach 60-tych założył Instytut Badań Juedochrześcijańskich (który obecnie nosi zresztą nazwę Instytutu Badawczego im. Vendyla Jonesa (VJRI)).

W tym momencie Jones przypomniał sobie o archeologii – zresztą nie bez przyczyny: ostatnie lata przyniosły odkrycia wielu chrześcijańskich skarbów m.in. zwojów z Qumran zawierających w sobie ponoć tajemnicę ukrycia Arki Przymierza. „Texas” wyruszył więc do Izraela by być bliżej odkryć i na miejscu badać interesujące go artefakty. Izraelczycy łaskawie udostępnili mu swoje zbiory i pozwolili organizować wyprawy do samego Qumran. Finansowany przez bogatych sponsorów VJRI, Jones przeprowadził w Izraelu, przy pomocy setek ochotników, kilkanaście wypraw archeologicznych. Jego metody zaczęły być jednak coraz bardziej krytykowane, co zaowocowało zakazem prac wykopaliskowych (zwłaszcza, że był pół-amatorem a nie uznanym naukowcem i rzetelnym archeologiem). Również odkrycia – starożytne olejki i kadzidła – były często podawane w wątpliwość.

Jones wierzył, że jego archeologia ma znaczenie eschatologiczne i, że gdy odnajdzie pewne starożytne artefakty, Bóg objawi się światu, wszyscy Żydzi powrócą do Izraela, a na Bliskim Wschodzie zapanuje spokój (przy okazji demokracja zostanie zastąpiona systemem opartym na Sanhedrynie...) . Najważniejszym z tych ukrytych skarbów miała być Arka Przymierza. W maju 2005 roku Jones skonsultował się z kabalistami, co dało mu przekonanie, że odnajdzie Arkę przed 14 sierpnia – rocznicą zniszczenia świątyni jerozolimskiej. Oczywiście gdy to nie nastąpiło, doktor Jones (na stronach VJRI nazywany też profesorem – oba tytuły wątpliwe) stwierdził, że jego słowa zostały źle zrozumiane, przekręcone i w ogóle to spisek – zwłaszcza, że kolejne badania z którymi wiązał ogromne nadzieje zostały zablokowane przez niespełnione formalności dotyczące wpływu wykopalisk na środowisko. O tym, że zaczęło wysychać też źródełko sponsorów, Vendyl milczy. Tak czy inaczej, Arka nie odnalazła się do dziś, ale Texas Jones nie ustaje w poszukiwaniach!

A gdzie jest miejsce na Indianę? Otóż, niejaki Randolph Fillmore napisał ponoć wczesną wersję scenariusza do filmu Spielberga zachwycony osobowością Jonesa poznanego na jednej z wypraw. Zgadza się i nazwisko, i profesja, i obiekt poszukiwań. Nawet przydomek pasuje, bo choć oczywiście „Texas” jest zbyt pretensjonalny, to Fillmore wymyślił logiczny ciąg skojarzeń: „Vendyl” => „Endy” => „Indy” => „Indiana” (dobrze, że nie „Connnecticut” albo „Massachussetts”…). Oczywiście roszczenia „Texasa” to stek bzdur, ani Lucas ani Spielberg nigdy nie słyszeli o żadnym Vendylu Jonesie, Randolph Fillmore, publicysta naukowy, nigdy nie stworzył żadnego scenariusza etc., etc. Zresztą jeśli chodzi o genezę Indy’ego, to każdy wie, że „Indiana” było imieniem psa, a „Jones” pierwotnie był „Smithem” (a kto nie wie niech w te pędy przeczyta nasz zbiór ciekawostek - ażeby dyskutując o „Królestwie kryształowej czaszki” nie narobić sobie obciachu).

O bardziej prawdopodobnych, choć oczywiście nie bezpośrednich pierwowzorach Indiany Jonesa przeczytacie TUTAJ

Jakub Gałka

00:06, blog_esensja , Filmy
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 maja 2008
Indiana Jones - jeszcze garść ciekawostek

Poszczególne części „Indiany Jonesa” - opowieści, było nie było, o rozwiązywaniu zagadek z przeszłości - same w sobie są kopalnią ciekawostek dla uważnego i wnikliwego widza. Zacznijmy od błędów, nazwijmy to, historycznych:

W końcówce „Poszukiwaczy zaginionej Arki” Indiana trzyma wymierzony w hitlerowców granatnik. Duży błąd, gdyż rzecz dzieje się w roku 1936, a granatnik (zwany też bazooką) skonstruowano w 1942.

  1. W filmie „Indiana Jones i ostatnia krucjata” Indy wraz z ojcem trafiają w Berlinie na nazistowski „happening” palenia zakazanych książek. W rzeczywistości wydarzenie to miało miejsce w 1933 roku, czyli 5 lat wcześniej.
  2. Z tegoż Berlina Jonesowie uciekają na pokładzie gigantycznego zeppelina. Ten środek transportu zakończył swoją karierę w roku 1937, po katastrofie „Hindenburga”, rok przed wizytą archeologów w Rzeszy.

I trzy ciekawostki o aktorach drugiego planu:

Michael Sheard grający Hitlera w trzeciej części miał już niezłą praktykę w tej materii. Wcielał się w rolę Adolfa trzykrotnie: w „Parszywej dwunastce. Następnej misji” (1985), „Rouge Male” (1976) oraz w „The Tomorrow People” (1973). Grał też pechowego admirała Ozzela w „Imperium kontratakuje”.

  1. Jedynym aktorem, który obok Forda zagrał we wszystkich trzech dotychczasowych częściach, był Pat Roach. To ten wielki niemiecki mechanik bijący się z Indym pod samolotem. W drugiej części grał dowódcę strażników w kopalni, a w „Ostatniej krucjacie” jednego z gestapowców.
  2. Najprawdopodobniej rekordzistą jeśli chodzi o liczbę filmów jest Hindus Amrish Puri, który zagrał diabolicznego kapłana bogini Kali. Ten etatowy czarny charakter Bollywood, pojawił się w ponad 250 filmach.
  3. I jeszcze wielki nieobecny - Tom Selleck. Wystawiony przez studia filmowe, dostał na otarcie łez, rolę w przygodowym „High Road to China”. Poster do filmu wyraźnie nawiązuje do „Indiany Jonesa”. W wersji szwedzkiej jest nawet stosowny zapis (na dole).

Na koniec wspomniany w tekście „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o Indym, ale baliście się zapytać” klub Obi Wan z drugiej części.

 

 

Marcin Osuch

A w „Esensji” kolejna garść tekstów o Indianie:

Pierwsza recenzja! Tym razem w tetrykach.

Sześć najbardziej nieudolnych podróbek Indiany Jonesa

Nie tylko Indy. Złota dziesiątka kina przygodowego

Indiana Jones: Portret rodzinny

Indiana Jones już nie świeci

Graal dla każdego

Indiana Jones: O nas dla nas

10:56, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 maja 2008
To już nie kuriozum, to skrajny idiotyzm

Sięgnąłem po „Kulturę”. Nie, nie tę historyczną, paryską. Mówię o dodatku piątkowym do „Dziennika”. Przyznam, że lubię go przeglądać – to chyba najlepszy obecnie przewodnik po wydarzeniach (pop)kulturalnych, prosty, przejrzysty, wygodny. Odkąd „Gazeta Telewizyjna” wywaliła wszystkie ciekawe bloki (z rzeczy wartych uwagi zostawiając jedynie sporadyczne artykuły-felietony Wojtka Orlińskiego), a „Co jest grane?” skutecznie zniechęciło do lektury najbardziej niejasnym i zamotanym layoutem, właściwie „Kultura” nie ma konkurencji. Szkoda oczywiście, że nie ma większej ilości ciekawszych przekrojowych materiałów, szkoda, że od czasu do czasu pojawiają się teksty kuriozalne, ale i tak jako przewodnik się sprawdza. Nawet po ostatniej zmianie i przeniesieniem na gorszy papier. W zamian za to dostajemy więcej treści, więc chyba warto było.

Ale mnie niestety nie o chwalenie dziś chodzi. Otóż zaglądam sobie na stronę 54 – mamy tam program kinowy i krótkie polecanki Magdaleny Michalskiej. W sumie nic ciekawego, ani odkrywczego. Ale wreszcie czytam co nastepuje w opisie filmu „Sierociniec” :

„Czy jest coś straszniejszego od straty dziecka? Tak, obejrzenie inteligentnego horroru, w którym intencją reżysera jest nie tylko wbicie przerażonych widzów w fotele.”

Pomijając już wątpliwą logiczną jakość tego sformułowania, powiedzicie mi, jakiej trzeba głupoty, aby porównywać śmierć własnego dziecka z oglądaniem filmu grozy???

Konrad Wągrowski

15:44, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 19 maja 2008
50 NAJBARDZIEJ OBCIACHOWYCH MOMENTÓW POLSKIEGO HIP-HOPU*

Doniu - za czyje pieniądze kupiłeś ten garintur?!

Skandal! Przepuszczają nasze pieniądze na głupoty, a co dają w zamian? Muzyczną sieczkę, głupie teksty, chałtury i goliznę w teledyskach!

Polscy raperzy - jak wam nie wstyd?! Nie dość, że zarabiacie krocie na bogu ducha winnych nastolatkach w szerokich spodniach, to jeszcze odwalacie fuszerkę. Tak dłużej nie może być!

"Esensja" postanowiła wytknąć wam wszystkie tandetne sztuczki, którymi posługujecie się na co dzień, żeby wyłudzić pieniądze od nabywców waszych nędznych płyt. Nasz redaktor, Jacek Sobczyński, podsumował całą waszą żałośną działalność w specjalnej liście "50 najbardziej obciachowych momentów polskiego hip-hopu" . Opisał wszystkie te trudne chwile, kiedy musiał wstydzić się za waszą działalność, łobuzy! Kiedy pokazaliście, co jesteście warci!

Przeczytajcie sobie - może do waszych łysych głów dotrze w końcu, że tak się zachowywać po prostu nie wolno!

P.S. W razie, gdybyście mieli niedosyt złośliwości (co wątpliwe) na naszym forum możecie obsmarować wszystkich raperów!

*Niniejszy wpis inspirowany był przez periodyki "Fakt" i "Super Express"

Paweł Franczak

KierDział Muzyki

10:21, blog_esensja , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 maja 2008
40 najlepszych soundtracków wszech czasów
Szszszsz...powiem Wam coś w największej tajemnicy, ale obiecajcie, że nie będziecie nikomu powtarzać!
Obiecujecie?
To świetnie, bo to informacja top secret, tak tajna, że sam staram się nie wiedzieć, że wiem to, co wiem, a nie wiedząc, że wiem, to co wiem, też nie mam pewności, czy przypadkiem nie wiem, tego, co nie wiem, że wiem, że nie wiem... że wiem... że nie wiem... no, jakoś tak.
W każdym razie: nie wiem, albo udaję, że nie wiem, że przygotowaliśmy specjalnie dla Was specjalne podsumowanie: 40 soundtracków wszech czasów !!!.
Czterdzieści wypasionych, bajeranckich, megaekstrahiperdupersuper, zajebiaszczych, odjechanych, jazzy, trendy, cool i tłustych, masakrujących O.S.T. wszech, kurde, czasów.
Trzeba przyznać, że rozrzut mamy imponujący, bo znalazło się w nim miejsce dla horrorów, ambitnych francuskich filmów kryminalnych, mniej ambitnych komedii romantycznych, science fiction, non-fiction, political fiction, fiction-fiction i off-fiction-fiction, a także kilku innych dziwadeł, których nijak zaklasyfikować nie sposób. Co ciekawe, przy ustalaniu listy nie pozabijaliśmy się, co zakrawa na drugi Cud nad Wisłą.
W przypadku, gdybyście mieli do listy jakieś zastrzeżenia, uwagi, skargi i zażalenia - prosimy o komentarz na naszym, kultowym już, FORUM
Paweł Franczak
09:35, blog_esensja , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 maja 2008
Indiana Jones – autorski wybór najlepszych scen

Najlepsze sceny trylogii Indiany Jonesa, wytypowane z ramienia redakcji - sobie, a ja, jak wielu, wielu innych wielbicieli – oczywiście sobie, choć kryterium głównym w tym wypadku był dowcip. Ponoć każdy kibic ma własną wizję narodowej jedenastki. Kinomani od kibiców nie gorsi, więc naści moje sceny (dziesięć zabawnych plus jedna poważna na okrasę).

Oznaczenia: OK – „Indiana Jones i ostatnia krucjata” , PZA – „Poszukiwacze zaginionej Arki”

1. [OK] Indiana zmaga się na czołgu z SS-manem, trzymając jednocześnie pejczem nogę swego ojca, leżącego bezradnie na gąsienicy. W tym momencie obok czołgu na koniu pojawia się Sallah - i robi dwie genialne rzeczy. Najpierw unosi swój fez w geście szacunku dla profesora (co jest przekomiczne, bo tu lada chwila senior zleci pod czołg i zostanie z niego miazga), a potem - z równym szacunkiem - zamiast krzyknąć "Do mnie!", "Ręka!", czy coś takiego, co w ferworze emocjonującej akcji byłoby naturalne, rzuca: "Father of Indy! Give me your hand!". To "Father of Indy!" zawsze mnie osłabia :)

2. [OK] Marcus Brody idzie przez stację kolejową w tureckim miasteczku Iskenderun (dawna sławna Aleksandretta): "Czy ktoś tutaj zna angielski? Albo chociaż starożytną grekę?"

 


 

3. [OK] Obaj Jonesowie uciekają przed czterema żołnierzami ścigającymi ich na motorach. W końcu zostaje im na ogonie tylko jeden. Ów zrównuje się z nimi i sięga po karabin. Indiana patrzy na resztkę drzewca proporca, który mu został w ręce po starciu z poprzednim, potem na śmigające szprychy motoru przeciwnika, chwilka refleksji - i motor wysoko leci w powietrze.

4. [PZA] Marion próbuje się przejrzeć w lustrze, które jest nieco zamazane. Ale po tej jego stronie, w której Indiana ogląda swoją pokacerowaną twarz, jest wystarczająco klarowne. A samo lustro jest obrotowe...:

"Pierdut!!

- Aaaaaaaaa!!! - na pół oceanu.

- Mówiłeś coś?"

5. [PZA] Indiana podąża za Arką, która zostaje zabrana na pokład okrętu podwodnego. Dostaje się na jego kiosk. Gdy okręt jest u celu, Indiana, by móc się poruszać po doku, w którym zacumowano, zdobywa na jakimś żołnierzu mundur – niestety, przyciasny. Kiedy się z nim mozoli, próbując go dopiąć, staje nad nim jakiś wyższy rangą żołnierz i zaczyna go objeżdżać za niechlujny wygląd. Indiana przez chwilę pozwala mu gadać, szarpać kołnierz munduru, by końcu solidnie go kopnąć, a gdy ten się pochyla z bólu, poprawić kolanem w czółko. I właśnie wtedy ostatni brakujący element kostiumu, czapka, wzlatuje malowniczo do góry, prosto do ręki Jonesa.

6. [OK] Schwytani w zamku Brunewald Indiana Jones i jego ojciec, zostają posadzeni na krzesłach i przywiązani do nich, plecami do siebie:

„- Postarajmy się rozluźnić te liny i dotrzeć do Marcusa, zanim naziści to zrobią.

- Mówiłeś, że ma dwa dni przewagi i że wtopi się w okolicę, zniknie.

- Żartujesz?! Wymyśliłem to. Znasz Marcusa, kiedyś zabłądził we własnym muzeum..."

 


 

7. [OK] Indiana próbuje się dostać do komnaty zamku, w którym więziony jest jego ojciec. Wpada z hukiem, podróżując na swoim pejczu. I dostaje od taty w łeb wielką, ozdobną wazą:

"- Junior?!

- Tak, proszę pana!

- To ty, junior!

- Nie nazywaj mnie tak, proszę! [...]

- Przepraszam za głowę. Myślałem, że jesteś jednym z nich.

- Tato, oni wchodzą drzwiami."

8. [OK] Wkrótce potem do komnaty wkracza oddział żołnierzy. Dowodzący nimi każe Indianie wyjąć z kieszeni Dziennik Graala. Profesor Henry Jones wybucha śmiechem:

"- Durnie! Sądzicie, że mój syn byłby tak głupi, żeby przywieźć mój dziennik z powrotem tutaj? Chyba tego nie zrobiłeś, prawda? Nie przywiozłeś go, prawda?

- No cóż...

- Przywiozłeś...

- Możemy o tym porozmawiać później?

- Powinienem był go wysłać do Braci Marx..."

 

 

9. [OK] Po wylądowaniu samolotem ukradzionym z zepellina, Indiana i jego ojciec ciągle są aatakowani przez ścigające ich myśliwce. Wtedy profesor Jones dokonuje znaczącego spostrzeżenia:

"- Ci ludzie próbują nas zabić!

- Wiem, tato!!!!!!

- To dla mnie nowe doświadczenie…"

10. [OK] Trwają poszukiwania Kanionu Półksiężyca. Walter Donovan, Elsa Schneider i przydzieleni im niemieccy żołnierze dysponują wielkim czołgiem. Kierując się mapą odebraną Marcusowi Brody, zdążają do celu. Indiana, jego ojciec i Sallah siedzą ukryci na zboczu góry i przyglądają się im. Indiana wstaje, by mieć lepszy widok i lustruje rywali przez lornetkę. W końcu stwierdza:

"- Mają czołg. Sześciofuntowe działo.

- Co ty sobie myślisz? Schowaj się natychmiast!

- Tato, jesteśmy dobrze poza ich zasięgiem.

Bam!!! – i eksploduje stojący za ich plecami samochód, którym przyjechali. Zaraz potem tuż obok Sallaha malowniczo stacza się w dół zbocza płonące koło.

- To był samochód mojego szwagra…"

11. [PZA] Przywieziona do USA Arka Przymierza zostaje zabita gwoździami w drewnianej skrzyni i wędruje na wózku przez potężny magazyn, wypełniony po brzegi innymi wyglądającymi niemalże identycznie. Sugestia jest oczywista: po długim okresie bycia zapomnianą i ukrytą w odmętach Studni Dusz w Tunis, ma zostać zapomniana ponownie. Przewrotne zakończenie zarówno filmu, jak i niniejszego rankingu: no dobra, była fura śmiechu i zabawy, a teraz, gdy mogłoby się zrobić poważnie, gdy mogłoby się coś ciekawego okazać, ci, którzy dostali w ręce niezwykły artefakt, nie mają na to najmniejszej ochoty.

 

 

Marcin T. P. Łuczyński

Czytajcie w "Esensji" teksty o Indianie Jonesie:

Wszystko co chcielibyście wiedzieć o Indym, ale baliście się zapytać

Indiana Jones i powrót do starych zabawek

Na tropie archeologa

10 pamiętnych scen

Galeria: Indiana , Indy

11:53, blog_esensja , Filmy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 maja 2008
Oni mogli zagrać Indianę Jonesa!

Mówimy: Indiana Jones, myślimy: Harrison Ford. A mogliśmy mówić: Indiana Jones i myśleć o wąsie Toma Sellecka, który, jak powszechnie wiadomo, nie dostał roli Indiany, tylko dlatego, że miał zobowiązania wobec serialu "Magnum" (to znaczy Selleck, nie wąs). Drugi w kolejności był Ford, ale warto wspomnieć, że w rezerwie czekało jeszcze 4 innych panów, który bardziej lub mniej serio rozważano do roli archeologa-awanturnika. Oto galeria całej ekipy.

1. Tom Selleck, gwiazda serialu "Magnum" i rywal Chandlera do ręki Moniki w "Przyjaciołach".

Tak wyglądałby w "Poszukiwaczach zaginionej Arki ": 

 


 

A tak w "Królestwie Kryształowej Czaszki ":

 


 

2. Nick Nolte, niegdyś młody Tom Jordache z "Pogody dla bogaczy", potem partner Eddiego Murphy'ego w "48 godzinach", a potem jeszcze wiele, wiele ról.

Tak wyglądałby w "Poszukiwaczach zaginionej Arki ": 

 


 

A tak w "Królestwie Kryształowej Czaszki ":

 


 

3. Peter Coyote, najlepiej znany z ról w "E.T" i oczywiście "Gorzkich godach" Romana Polańskiego.

Tak wyglądałby w "Poszukiwaczach zaginionej Arki ": 

 


 

A tak w "Królestwie Kryształowej Czaszki ":

 


 

4. Tim Matheson, znany głównie z serialu "The West Wing" (u nas jako "Prezydencki poker")

Tak wyglądałby w "Poszukiwaczach zaginionej Arki ": 

 


 

A tak w "Królestwie Kryształowej Czaszki ":

 


 

5. Nick Mancuso, właściwie nie znany. Chyba, że ktoś ogląda filmy ze Stevenem Seagalem.

Tak wyglądałby w "Poszukiwaczach zaginionej Arki ": 

 


 

A tak w "Królestwie Kryształowej Czaszki ":

 


 

To kogo wybieracie?

A szukających więcej ciekawostek o trylogii Indiany Jonesa zapraszam do tekstu "Wszystko co chcielibyście wiedzieć o Indym, ale baliście się zapytać"

Konrad Wągrowski

 

09:38, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2
Magazyn Esensja