Kategorie: Wszystkie | Filmy | Gry | Komiksy | Książki | Magazyn | Muzyka | Varia
RSS
wtorek, 31 marca 2009
Za jakie grzechy?

Ja cię kocham, a ty z nim 

W ubiegłym roku krytycy filmowi chyba najbardziej bulwersowali się przekładem "Tropic Thunder" na "Jaja w tropikach". Nie broniąc tamtego tłumaczenia, jednakowoż pragnę zauważyć, że w polskim tytule ostały się chociaż owe "tropiki". Ostatnio zaś, przy okazji pracy nad filmową Esensjopedią, dosłownie zmroziło mnie kilka polskich tytułów tegorocznych premier. Zmroziło nie tyle niewiernością przekładu, bo na to zdążyłem się już przez lata uodpornić, co odczapistycznością w stopniu rzadko spotykanym.

Zamieszczam ku pamięci, bowiem znajomość obydwu tytułów może okazać się przydatna. Jeśli znajomy zapyta was za jakiś czas, czy widzieliście "Ja cię kocham, a ty z nim", będziecie wiedzieć, że nie chodzi o sequel starej komedii z Sandrą Bullock, lecz o film ze Steve'em Carellem sprzed dwóch lat. Tak więc:

 

  • "He's Just Not That Into You" ---> "Kobiety pragną bardziej" 
  • "New in Town" ---> "Za jakie grzechy" 
  • "Dan in Real Life" ---> "Ja cię kocham, a ty z nim" 
  • "The Haunting in Connecticut" ---> "Udręczeni" 
  • "The Taking of Pelham 1 2 3" ---> "Metro strachu"
Piotr Dobry

 

23:04, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (10) »
czwartek, 26 marca 2009
Strażnicy jako świnka morska

Z premierą "Strażników" wiązałem duże nadzieje. Już nawet nie z samym filmem (choć też), ale z tym, co o nim napisze prasa. Będąc tropicielem Popkuriozów, liczyłem na to, że, gdy na ekrany wchodzi ważny film popularny, oparty na kultowym komiksie, od razu zaroi się od bzdurnych tekstów ludzi, którzy wiedzą, że gdzieś bije dzwon, ale nie mają pojęcia, w jakim kościele. Że znów będziemy śmiali się z "maski klauna", którą przy okazji "V jak Vendetta" uraczyła nas niegdyś recenzentka "Filmu".

Strażnicy

A tu nic.

I nawet nie chodzi o to, że teksty były merytoryczne. Rzecz w tym, że... prawie w ogóle ich nie było. Dzienniki skwitowały film jakimiś prostymi, błahymi recenzjami, tygodniki w ogóle się o nim nie zająknęły! Co więcej - już trzy tygodnie po premierze znalezienie kina z jakimś seansem graniczyło z niemożliwością. Jedną z najważniejszych (dla nas) premier roku wyparło z kin "Kochaj i tańcz" oraz jakaś nowa padaka Lubaszenki.

Wygląda więc na to, że "ambitne kino popularne" w Polsce jest jak świnka morska (jak wiemy, ani to świnka, ani z morzem nie ma nic wspólnego). Widz masowy nie pójdzie, bo za trudne. Widz i krytyk "poważny", który ceni przede wszystkim tureckie filmy o pasterzach kóz, nie zhańbi się czymś, co ma coś wspólnego z komiksem. A co ma począć widz, dla którego "ambitne kino popularne", które i bawi, i dostarcza refleksji jest w ogóle sensem kinematografii? Niech się spieszy oglądać takie filmy, tak szybko schodzą.

Konrad Wągrowski

15:58, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 23 marca 2009
First we take Manhattan, then we take Ber... Lublin

Odprysk alternatywnej rzeczywistości można odnaleźć na spokojnych osiedlowych uliczkach Lublina. W rzeczywistości tej polscy naukowcy, po opuszczeniu Ziemi przez Dr. Manhattana, poszli najwidoczniej z czasem i osiągnięciami, wypracowując bezpieczne i tanie metody manipulacji tachionami. Dzięki temu tachionami można nawet masować. Tylko przyklasnąć.

A lokalizacja? Na ulicy Milenijnej? Genialne!

Kontinuum Manhattana

 Michał Kubalski

10:56, blog_esensja , Varia
Link Komentarze (4) »
niedziela, 22 marca 2009
Czy dystrybutorzy oglądają filmy, które wprowadzają na ekrany?

Najprawdopodobniej nie. Świadczą o tym materiały, które rozsyłają dziennikarzom (z których oni zresztą ochoczo korzystają, co może sprawić czytelnikowi dużo radości). Bzdura tam zwykle goni bzdurę. Spójrzcie zresztą na dwa świeże przykłady.

Opis "Strażników":

Akcja filmu osadzona jest w alternatywnej Ameryce roku 1985, kiedy to przebrani w kostiumy superbohaterowie są częścią społeczeństwa, a „Zegar Sądu Ostatecznego” – wyznaczający poziom napięcia między USA a Związkiem Radzieckim – stale pokazuje pięć minut do północy. Członek samozwańczej straży obywatelskiej, Rorschach rozpoczyna intrygę mającą na celu zabicie i zdyskredytowanie wszystkich byłych i obecnych superbohaterów...

Opis "Zapaśnika"

Opowieść o wrestlerze Randym "The Ramie" Robinsonie, mistrzu i wielkiej gwieździe wrestlingu, który musi zakończyć karierę z powodu zawału. Randy nie może wrócić do zapasów, a lekarz ostrzega go, że każda kolejna walka może zakończyć się nowym atakiem serca. Próbując ułożyć swoje życie na nowo Randy zostaje pracownikiem delikatesów, zaczyna mieszkać ze striptizerką i stara się jakoś ułożyć swoje relacje z jej dorastającym synem...

Ja rozumiem, że czasem naprawdę nic nie wiadomo o filmie, który wchodzi do kin, bo to świeża premiera. Ale - na litość - o tym, że "Strażnicy" są dokładnie oparci na komiksie, którego fabuła jest znana od lat 20, wiadomo było od dawna. A z kolei "Zapaśnik" pokazywany był (i nagradzany) w Wenecji ładnych parę miesięcy temu. Nikt go nie oglądał?

Konrad Wągrowski

10:48, blog_esensja , Filmy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 marca 2009
„Polsko” oddawaj moje 10 zł!

To co w poniedziałek 16 marca b.r. zaserwował swoim czytelnikom dziennik „Polska. The Times” to jawna kpina. A miało być tak pięknie. Przynajmniej tak można było sądzić, spoglądając na plakaty reklamujące nową serię dodatków do gazety – „Koncerty mistrzów na DVD”. W zapowiedziach sami giganci – Queen, Metallica, Springsteen, Clapton, Deep Purple, Santana… A na początek U2. Nie mogłem się wprost doczekać. Jak głupi poleciałem w poniedziałek rano po gazetę, by zdobyć płytę. Pierwsze wrażenie nie było obiecujące – cienkie plastikowe pudełko i marnie wyglądająca okładka. Pomyślałem, trudno, przecież o zawartość tu chodzi. Wydawca musiał ciąć koszty. Kiedy jednak spojrzałem na tył, by prześledzić listę utworów, okazało się, że jest ich ledwie 12 na godzinę oglądania. Do tego nie był to jeden występ, a ścinki z czterech różnych (a nie z trzech, jak jest w opisie). Marniutko zapowiadała się też strona techniczna. Obraz dostępny w formacie 4:3, a dźwięk jedynie w opcji Dolby Digital 2.0. Te informacje ostudziły mój zapał.

Nie złamałem się jednak i zaraz po powrocie z pracy wrzuciłem płytkę do odtwarzacza, spodziewając się godzinnej jazdy z Bono i spółką. Przywitało mnie nijakie menu. Nic to, lecę dalej. Pierwsza część, czyli zapis występu z Nowego Jorku. U2 grają na małej scenie, w tle pokaźny most. Publika reaguje żywiołowo, Bono daje z siebie wszystko. Czyli jest ok. Prawie… Co jak wiadomo robi wielką różnicę. Mało, że głos jest tylko na dwa kanały, to jeszcze obraz jakiś taki nieczysty. Zupełnie jakby ktoś nagrał transmisję telewizyjną. Na szczęście muzyka i charyzma wokalisty pozwoliły na wybaczenie wszelkich niedociągnięć. Najgorsze miało dopiero nadejść…

Wraz z rozpoczęciem się części występu z Denver, jakość wydawnictwa dramatycznie się obniżyła. To już nawet nie była kopia z TV, a najzwyklejsze w świecie pirackie nagranie, sporządzone przez kogoś z widowni. Co za tym idzie, w bonusie zaserwowano takie atrakcje, jak stateczne jedno ujęcie, dudniący dźwięk, brak ostrości, czy choćby soczystości kolorów. Obowiązkowo pojawiły się rozmowy obok mikrofonu. A wszystko kręcone było ze sporej odległości, w związku z czym, gdyby nie instrumenty, trudno byłoby połapać się który muzyk jest który. Nadzieja, że to tylko wypadek przy pracy okazała się płonna. Podobna (lub gorsza) jakość pozostała do samego końca.

Kiepsko wyglądał również dobór utworów. Zapowiadano, że będą tu same największe hity. I co? Dobra, są rzeczy w stylu „Beautiful Day”, „Elevation”, “Sunday Bloody Sunday” i „Who’s Gonna Ride Your Wild Horses”, ale poza nimi znajdziemy kwiatki w stylu “She’s a Mystery to Me”, czyli stronę B singla “All Because of You” i “Party Girl”, utwór, który nie wiem gdzie umiejscowić w dyskografii formacji.

Krótko mówiąc, rzecz przeznaczona jest tylko dla zagorzałych fanów U2 i to też tylko takich, którzy rajcują się każdym, nawet najbardziej badziewnym bootlegiem. Reszta bez wątpienia poczuje się oszukana. I nie dajcie się nabrać na szumną zapowiedź „ponadgodzinnego materiału”, bo to tylko godzina i jedna minuta!!! Wydaje mi się, że członkowie U2 nawet nie wiedzą, że coś podobnego trafiło do oficjalnego obiegu. Jeśli jest inaczej, natychmiast piszę do Bono list z żądaniem zwrotu kasy. 10,99 zł + cena dziennika.

Pi Gołębiewski

PS. Kolejną rzeczą, która mnie gnębi, jest to, czemu na płycie z koncertami z 2004 i 2005 roku, znalazł się skład U2 datowany na 1999 rok. Jakby to była jakaś różnica. Chyba, że o czymś nie wiem.

10:09, blog_esensja , Muzyka
Link Komentarze (4) »
sobota, 14 marca 2009
Co oni chrzanią?

Telewizja Polska, Program 1 katuje nas od kilku dni zajawkami "Gladiatora". Nie to, żebym miał coś przeciw filmowi - to kawał świetnego kina, ze świetnymi Crowem i Phoenixem i nadal lubię do niego wracać (choć zapewne "Gladiator" należy do kategorii filmów, do lubienia których nie należy się przyznawać). Ale to co słyszę, świoadczy o tym, że te zachęcające zapowiedzi robią idioci. Słyszymy "Bohater, który najważniejszą walkę musiał stoczyć z samym sobą". Jaką, do cholery, walkę Maximus odbywał z samym sobą? Pamiętam barbarzyńców, pamiętam innych gladiatorów, wreszcie cesarza - żaden z nich nie był Maximusem, a on sam raczej miał jasno ustalone priorytety - zemsta, i hamletyzowania przy tym nie było. Dalej mówią coś o upadku i powrocie do chwały. To może da się obronić, od biedy, ale z wielu pomysłów na opisanie fabuły filmu, ta by mi przyszła na końcu. Wygląda na to, że ktoś znów wymyślił parę zdań-klisz, bełkotu, który jakoś tam pasuje do większości filmowych historii i, niestety, wziął za to kasę.

Konrad Wągrowski

20:25, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (3) »
środa, 11 marca 2009
Ślepowidzenie według S.O.D.u

Skoro zapowiadaliśmy już bliskie pojawienie się nowej dyskusji tria Dukaj-Szostak-Orbitowski, to nie wypada nie wspomnieć, że już została ona opublikowana. Panowie z pozoru rozmawiają o "Ślepowidzeniu" Petera Wattsa, ale tak naprawdę rozprawiają o całej hard SF. Zapraszam wszystkich zainteresowanych tutaj:

S.O.D.: Ślepoczytanie

a najodważniejszych, którym nawet Heidegger niestraszny też tutaj:

S.O.D.: Na marginesie: Samoświadomość poza fikcją, czyli od Wattsa do Metzingera

Konrad Wągrowski

14:56, blog_esensja , Książki
Link Komentarze (2) »
piątek, 06 marca 2009
Świry na szczytach

Watchmen” Alana Moore’a przeczytałem dzięki WO. Po lekturze, zadumałem się po raz n-ty na różnorodnością interpretacji tego samego dzieła. Wątek historii alternatywnej niespecjalnie mnie zainteresował, zachwyciła mnie natomiast opowieść o tym, kto zostaje superbohaterem. Otóż autor twierdzi, że świry. Ludzie niespełnienie, zakompleksieni, nie umiejący się odnaleźć.

Watchmen

Co więcej, jeżeli nawet normalny człowiek zostaje superbohaterem, to i jemu talent, przepraszam za kolokwializm, pada na mózg - doktor Manhattan świadkiem. Moore dotknął tu prawdy oczywistej, na którą jednak patrzymy niechętnie, nieustannie się łudząc – po władzę i potęgę pchają się zazwyczaj ludzie niespełna rozumu. A nawet jak przypadkiem wpadnie ona do ręki komuś rozsądnemu, to już wkrótce spaczy go i przekształci w kreaturę nie do poznania.

Eryk Remiezowicz 

O filmie "Watchmen: Strażnicy" czytaj w Esensji:
"Cierpienia młodego Rorschacha, czyli o pełnej cierni drodze „Strażników” na ekran"
"Superheros patrzy na człowieka, widzi robaka, ale po chwili przygląda się uważniej" (recenzja)

10:37, blog_esensja , Komiksy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 marca 2009
"Ślepoczytanie" - nowa dyskusja Szostak-Orbitowski-Dukaj - już niedługo w esensji!
Na dniach na macierzystych łamach esensji pojawi się kolejna dłuuuuga (ponad 65 tys. znaków!) dyskusja tercetu Szostak-Orbitowski-Dukaj. Tym razem o "Ślepowidzeniu" Petera Wattsa.

Co więcej, przy okazji tejże książki, panowie przeprowadzili drugą dyskusję (ponad 18 tys. znaków) - o świadomości. Jest więc na co czekać.
10:33, blog_esensja , Książki
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 marca 2009
Pyza Punk

Podstawowym problemem z jakim zmaga się zespół punkowy jest prostota. Czyni ona tą muzykę piękną – ale i powtarzalną. Po oswojeniu się z głosem, słuchacz zaczyna się nużyć, słuchając, nie ukrywajmy tego, wciąż tego samego bębna i tych samych gitar.

Rozwiązań jest kilka, ostatnio zasmakowałem w mieszaniu punka muzyką folk. Przykłady? A choćby takie:

 

Od razu zacząłem myśleć, czy i w naszym kraju nie można by czegoś takiego zagrać. I, wyobraźcie sobie, znalazłem znakomity materiał:

Nie wiem, czy grupa rockowa może się przyznać o Mini Mini jako interpretacji, ale muzyka z „Wędrówek Pyzy” aż się prosi o zagranie nieco szybciej i twardziej. 

PS: Jakby ktoś znał kapelę rżnącą punka w żydowskich harmoniach, to ja bardzo poproszę o namiary.

Eryk Remiezowicz

11:41, blog_esensja , Muzyka
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2
Magazyn Esensja