Kategorie: Wszystkie | Filmy | Gry | Komiksy | Książki | Magazyn | Muzyka | Varia
RSS
sobota, 27 grudnia 2008
Granie w stylu retro

Pewien duży portal piszący o wszystkim co się tylko da (najczęściej bez ładu, składu i okazji) doceniany za szybkość reakcji, ganiony za stronę edytorską, błędy i wyśmiewany za "forumowiczów", ma też dział gier. No i w tymże dziale, również bez jakiejś specjalnej okazji (koniec roku?) opublikowano przegląd najważniejszych gier ostatnich 18 lat. W sumie fajnie, bo łezka się w oku kręci widząc te screeny, ale... Ale jak nam się w końcu w Esensji ustabilizuje i rozwinie dział gier zrobimy podobny ranking porządnie.

Prince of Persia

No bo dlaczego 18 lat? Że z "osiemnastką", wchodzeniem w dorosłość się kojarzy? Polski rynek gier w dorosłość wszedł już dawno temu, a i urodził się wcześniej niż 1990. Że przełom systemów, demokratyzacja kraju itp.? No to lepiej było sięgnąć po 1989 rok, nie zabrakłoby wtedy gier takich jak "Warlords", "North & South", "Saper" i "Solitaire" (weszły do Windowsów w 1990r., ale napisane zostały w 1989), a przede wszystkim "SimCity" i "Prince of Persia"! Jak można wskazywać wielkość "SimCity 2000" nie prezentując kultowego poprzednika Od Którego Wszystko Się Zaczęło?

Bubble Bobble

Oczywiście można też cofać się o kolejne lata, do "Tetrisa", "Ultimy", "Street Fightera", "Dungeon Mastera", "Arkanoida", "Bubble Bobble", pierwszych "(Super) Mario Bros", "King's Quest", "Knight Lore", a nawet jeszcze dalej. I żadna granica nie będzie dobra, nawet "Pong" czy "Computer Space" (o "Asteroids" czy "Space Invaders" nie mówiąc) byłyby problematycznym początkiem. No ale dobra, przyjmujemy jakiś okres, jakkolwiek dziwny i umowny by on nie był, i opowiadamy o najważniejszych grach w tym okresie. I co?

UFO

No i pierwsza część rankingu pokrywa lata 1990-1995 prezentując mnóstwo przełomowych, pamiętanych, bardzo dobrych i wciąż grywalnych produkcji... ale zdecydowanie nie wszystkich wartych wspomnienia. Oczywiście każdy taki wybór jest subiektywny, ale czy można lekceważyć takie tytuły jak "Settlers", "Cannon Fodder", "Red Baron", pierwsza "Diuna", "Pirates! Gold", "UFO Enemy Unknown", "Panzer General", "Sensible Soccer", "Eye of the Beholder", "Indiana Jones and the Fate of Atlantis", "Railroad Tycoon", "Caesar", "King's Quest VI & VII", "Street Fighter 2", "Another World", "Virtua Racing", "Alone in the Dark", "7th Guest", "Myst", "Wing Commander III", "X-wing", "TIE-Fighter", "Jagged Alliance", "Descent", "DynaBlaster", "Lost Vikings", "Pinball Dreams", "Horde", "Heroes of Might and Magic"... uff! I jeszcze pewnie wiele innych o których zapomniałem. Jasne, że nie wszystkie były super-nowościami, czymś zapoczątkowującym nowy gatunek, ale były na pewno kamieniami milowymi znakomicie zapamiętanymi przez graczy, często przedefiniowującymi schemat danego typu gry. Bo jeśli w rankingu znalazło się miejsce dla obu "Warcraftów" czy "SC2000" to dlaczego nie dla "WC III" czy "SF 2", które były dla swoich poprzedników tym samym co "W2" i "SC2000" dla swoich. Dziwi też brak całych podgatunków, jak przygodówki, pinballe, gry wojenne, symulatory lotnicze, gry sportowe... Zamiast tego są jakieś "Zeldy", "Heretiki" czy "Keen Commandery"...

Virtua Fighter

A kończąc optymistycznie: fajnie, że oprócz oczywistości typu "Wolfensteina", ktoś pamięta o tym, że przed "Tekkenem" był "Virtua Fighter", a przed "C&C" i "Warcraftem" - "Diuna 2".

A jeszcze optymistyczniej: jak zasypiecie nasz dział growy prośbami i sugestiami, też dostaniecie okolicznościową podróż w przeszłość... a może i w przyszłość?

Jakub Gałka
20:37, blog_esensja , Gry
Link Komentarze (4) »
czwartek, 25 grudnia 2008
Capek i inni, czyli galeria sztucznych człowieków

25 grudnia, choć to przecież pierwszy dzień Bożego Narodzenia, dla fantastów jest rocznicą raczej smutną - to rocznica śmierci Karela Capka. W tym roku wypada okrąglutka, siedemdziesiąta (o czym informujemy w esensyjnym kalendarium), więc na tę okoliczność chciałbym przypomnieć kilka najważniejszych robotów w historii literatury. Zaczynając od tych, które wyprzedzały Capkowski dramat "R.U.R." - bo choć to czeski autor wymyślił/spopularyzował słowo robot, wcale nie był pierwszym piszącym o sztucznych ludziach. A propos sztucznych ludzi: sztuczność nie zawsze oznacza metalowy, mechaniczny twór kojarzący się dziś powszechnie ze słowem "robot", bardzo często - u samego Capka zresztą również - androidy były pochodzenia, jeśli już "naukowego" to raczej biotechnologicznego niż mechanicznego, czasem w ogóle magicznego, a bardzo często zwyczajnie nieokreślonego.

Hefajstos i Pandora

Hefajstos nie tylko tworzył błyskotki i broń w rodzaju piorunów Zeusa, zbroi Achillesa czy sandałów Hermesa. Budował też sztucznych ludzi: to on uformował Pandorę (której później inni bogowie przydali kolejnych cech), stworzył też sobie pomocników z metalu, którzy pracowali razem z nim w kuźni (o czym czytamy w "Iliadzie", a którzy po wielu wiekach w wyobraźni twórców zmienili się w... cherubinki).

To oczywiście postać z innej bajki, tylko dla zilustrowania tezy...

W "Kalevali" kowal Ilmarinen wykonał niejasno opisany artefakt Sampo, który - zbudowany z mleka płodnej krowy, runa jagnięcia i ziarenka jęczmienia - miał magiczne właściwości. Dzięki niemu Ilmarinen stworzył sobie później sztuczną żoną ze złota i srebra. Niestety nie pomogło wykorzystanie szlachetnych metali - kobieta okazała się wyjątkowo zimna...

Pigmalion i Galatea

Sztuczną kobietę upodobał sobie również Pigmalion, bohater "Metamorfoz" Owidiusza, który tak upodobał sobie figurę z kości słoniowej, dzieło własnych rąk, że zakochał się w posągu dając mu imię Galatea. Bogini Afrodyta zlitowała się nad nie mogącym skonsumować związku artystą i ożywiła statuę, z którą później Pigmalion się ożenił. Dziś Pigmalion kojarzy się bardziej z efektem nazwanym od jego imienia, a związanym z oczekiwaniami i samospełniającym się proroctwem, ale to już w równej mierze zasługa Owidiusza co Bernarda Shawa.

Przedstawicielem brzydszej płci sztucznej był za to Talos, który męskością nadrabiał za kilku(dziesięciu) robotów. Postać z "Argonautyki", czyli przygód Jazona i jego wesołej gromadki, była bowiem potężnym kolosem, żywą statuą z brązu wielkości kilku pięter. Stworzony przez Hefajstosa (lub Zeusa) automaton nie podołał jednak statkowi pełnemu pół-bogów i bohaterów. Kilka tysiącleci później Philip Jose Farmer nazwał imieniem Talosa androidy służące ludziom w powieściach z serii "World of Tiers".

Golem z filmu Paula Wegenera

Golem to już dużo bardziej znana postać, choć zwykle identyfikowane bardziej z potworem Frankensteina i z horrorem niż z robotami i science-fiction, ale skoro miał być sztuczny człowiek, skonstruowany psudonaukową drogą to stworzona z gliny istota służąca człowiekowi nadaje się jak najbardziej. Zwłaszcza, że z tym służeniem to było różnie, a buntowanie się przeciw człowiekowi to właściwie druga natura robota... Oczywiście o Golemach wspomina się w Talmudzie i innych żydowskich źródłach pisanych, ale wykorzystywany był w literaturze (i nie tylko) często i gęsto: od niemieckiej powieści "Der Golem" z 1915 roku (adaptowanej przez Wegnera), przez Lema (tu zresztą jako sztuczna inteligencja), po Sapkowskiego, Pilipiuka czy Pratchetta.

XIX wiek przyniósł już pełne równouprawnienie co do płci robotów, bo w literaturze pre-fantastycznej pojawiały się zarówno sztuczne kobiety jak i mężczyźni. Ukształtował się natomiast na dobre wizerunek tych postaci: automaton męski był wielkiem, topornym osiłkiem jak nawiązujący do Golema potwór Frankensteina z powieści Mary Shelley "Frankenstein"; kobieta była uwodzidzielką, imitatorką człowieka, jak Olimpia z powieści "Der Sandmann" E.T.A. Hoffmana stworzona przez naukowca dla pragmatycznych celów (motyw powtórzony później w "Metropolis" Fritza Langa).

Minęło raptem kilkadziesiąt lat, a mroczna, horrorowa powieść gotycka ustąpiła Verne'owskiemu uwielbieniu nauki. Pojawiły się różnego rodzaju sztuczni ludzie napędzani parą i później elektrycznością, jak w serii opowiastek dla chłopców o wynalazcy Franku Readzie.Były to roboty w pełnym tego słowa znaczeniu: stworzone przez naukę i humanoidalne. W tym samym czasie pojawiła się Hadaly, kobieta-robot z powieści "Ewa jutra" Augusta de Villiere. Oczywiście nie obyło się bez afektu do idealnej, bo stworzonej podług własnych potrzeb dzierlatki - to motyw znany od wieków - ale też książka wprowadzała istotne nowum: słówko "android" jako określenie robota człekokształtnego, imitującego swojego stwórcę.

A dalej? Dalej poszło już z górki i nowoczesne sztuczne istoty - już nie automatony tworzone przez bogów, albo istoty z gliny lepione przy pomocy magii, ale poruszane dzięki potędze techniki androidy - zaczęły zaludniać literaturę. Od klasycznych powieści Gustava Le Rogue (np: "La Conspiration des Milliardaires", przez problemowe teksty w rodzaju "La Machine à Assassiner" (o skazańcu, którego mózg zostaje podłączony do robota i w tej formie mści się na tych którzy go niesłusznie zgładzili) po utopijne powiastki jak "The Automatic Maid-of-All-Work. A possible Tale of the Near Future" (tu tłumaczenie chyba niepotrzebne...). Aż do Capka i jego "R.U.R." z robotami.

Jakie były roboty po Capku? O tym w następnym odcinku.

Jakub Gałka

10:19, blog_esensja , Książki
Link Komentarze (4) »
środa, 24 grudnia 2008
Najlepszego!

Wesołych, pogodnych, zdrowych i spokojnych świąt Bożego Narodzenia życzy ekipa tego bloga, redakcja Esensji oraz - gościnnie - jeden z bohaterów Świata Dysku Terry'ego Pratchetta.

10:44, blog_esensja , Magazyn
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 grudnia 2008
Życie seksualne wilkołaków

Jeszcze jesteśmy pod wrażeniem zapowiedzi i plakatu "Lesbian Vampire Killers", a tu już coraz powszechniej pisze się w internecie (bijemy się w pierś - powinniśmy byli zauważyć tę informację jeszcze kiedy była plotką, kilka miesięcy temu) o kolejnym arcyciekawym projekcie: "Bitches". Pisze się, bo Fox oficjalnie dał zielone światło Michaelowi Dougherty'emu (scenarzysta "X-men 2" i "Superman Returns") i ogłosił rozpoczęcie przygotowań do kręcenia serialu.

Telewizjne "Bitches" powinny bez problemu przebić wampiry-lesbijki, bo choć jego bohaterki będą orientacji heteroseksualnej (chociaż kto to wie na pewno?), ich image nie będzie ograniczał się do kłów. Będą KOBIETAMI-WILKOŁAKAMI. Tak tak, były rozpustne wampirzyce, były narzeczone Frankensteina, były zmumifikowane kobiety - czas na "female werewolves" (no dobra, może to nie jest absolutne novum, ale jednak pomysł dość słabo zakorzeniony w kinie).

Najbardziej intryguje zapowiedź, że serial ma się skupiać na "życiu miłosnym" tytułowych kobietek. Dlaczego intryguje? Głupie pytanie. A pamiętacie jak wygląda wilkołak? To takie wielkie coś z krzywym ryjem pełnym niespiłowanych kłów, wielkimi pazurami i przede wszystkim bardzo, ale to bardzo włochate. Oglądanie sceny erotycznej z taką bohaterką będzie niezapomnianym przeżyciem.

Chociaż... Jeśli wampir mógł zmienić się z Nosferatu w Edwarda Cullena, to moze i wilkołaczyca może wyglądać na przykład tak:

Jakub Gałka

18:35, blog_esensja , Filmy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 grudnia 2008
Piwowarskiego wskazówki dla scenarzystów
Polski reżyser i scenarzysta Radosław Piwowarski prowadził warsztaty dla scenarzystów w czasie tegorocznego wrocławskiego festiwalu Interscenario. Cóż, na takich pedagogów nie trafia się zbyt często...

Oryginalny pomysł Piwowarskiego polegał na tym, żeby w trakcie warsztatów pokazywać wybrane fragmenty filmu „Casanova” Federica Felliniego. W czasie jednej z zaprezentowanych scen widać było, jak legendarny podrywacz prezentował przed pewnym podglądaczem szeroką gamę swoich możliwości (bynajmniej nie dotyczących podrywu, raczej tego, co dzieje się później), by potem usłyszeć od niego, że co prawda wypadł świetnie, ale mogło być lepiej. Piwowarski wytłumaczył, że często właśnie taki los spotyka scenarzystów i słyszą coś podobnego od producentów. I choć wypruwali z siebie flaki, to muszą się z tym pogodzić.

Pytanie tylko czy sam proces twórczy daje podobną satysfakcję, co...

Jedną z innych ciekawszych refleksji towarzyszących temu festiwalowi jest zdanie: „Czasem ekipa filmowa przypomina członków załogi Kolumba. Wszyscy chcą wracać do domu...”.

 
Michał Hernes
17:52, blog_esensja , Filmy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 grudnia 2008
Efekty, efekciarstwo czy efektywność?

Niedawno amerykańska akademia wytypowała 15 filmów, które będą ubiegać się o nominację - w styczniu ta lista skróci się do 7 filmów, a ostatecznie do 3 walczącej o Oscara.

 

 

"Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" - mocny kandydat, ale... w kategorii charakteryzacji; choć z drugiej strony niektóre sceny ze zwiastuna sugerują, że bez komputerowego zmieniania Brada Pitta się nie obeszło; czy będą w filmie jeszcze jakieś efekty?

"Hellboy 2" - film po prostu przepiękny, ale... znów bardziej chodzi o  charakteryzację i wyobraźnię twórczą niż efekt, bo te raczej są takie jak w grupie poniżej


"Australia" - wrażenie robi przede wszystkim kolorystyka w jakiej kręcony jest film, ale w trailerze widać też sporo wojennych wybuchów...

"Mroczny rycerz", "Quantum of Solace" - efekty tradycyjnego kina akcji, z wybuchami itd., na bardzo dobrym poziomie, ale dla widzów przyzwyczajonych do baśniowych stworów i tym podobnego tatałajstwa raczej mało zaskakujące... a może właśnie potrzebna jest taka odmiana od komputera?

"Hancock", "Incredible Hulk", "Książę Kaspian", "Iron Man", "Mumia 3" -  ładne, poprawne, ale bez szału, a może po prostu to wina tematyki, że wszystko już takie opatrzone?

 

 

"Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia" - sądząc po trailerze: jak wyżej

"Cloverfield" - nieźle, ale równie wiele ukryło się za trzęsącą kamerą, więc mieli łatwiej

"Indiana Jones IV", "Podróż do wnętrza Ziemi 3d" - totalna pomyłka, nie wiem co te filmy tu robią, w pierwszym sztuczność pościgu przez dżunglę bije na kilometr, w drugim tak samo a do tego sceny umożliwiające wykorzystanie trzeciego wymiaru są wyjątkowo prostackie

"Kroniki Spiderwick" - nie widziałem, więc się nie wypowiadam

 

Moje typy:

Siedem - Hulk, Kaspian, Button, Hellboy, Batman, Australia, Dzień w którym...

Trzy - Button, Hellboy, Kaspian

Oscar -  ???

Jakub Gałka

P.S. Prawdziwie smakowicie zapowiada się za to przyszły rok: "Terminator 4", "Wolverine", "Avatar", "Star Trek"... palce lizać! Byle tylko fabuły dorównały.

14:42, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (3) »
środa, 17 grudnia 2008
Nie ma to jak dobry pomysł na film

Ma takowy Hiszpan Luis A. Berdejo odpowiedzialny za scenariusz "[Rec]", który obecnie ma zrobić - napisać i wyreżyserować - swój pierwszy film anglojęzyczny, thriller fantastycznonaukowy pod tytułem "POD". O produkcji niewiele jeszcze wiadomo, poza wiele mówiącym i bardzo interesującym zarysem fabuły:

"Będzie to intergalaktyczna, epicka i pełna przygód historia o odkryciach i miłości". Kropka.

Hmm. Głębokie. To ja może też już zakończę ten epicki i pełen miłości wpis.

Jakub Gałka

P.S. Istnieje też wersja, że film ma być "międzygalaktyczną opowieścią o odkrywaniu, miłości, przygodzie i epickiej przestrzeni" (sic!)... ale pozwolę sobie zostawić to bez komentarza.

14:51, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (2) »
wtorek, 16 grudnia 2008
Wolverine na pierwszy rzut oka

Dziś o kolejnym świeżym zwiastunie, dla odmiany średnio zachęcajacym, czy może raczej: budzącym mieszane uczucia. Mowa oczywiście o trailerze "Wolverine'a", kolejnej wyczekiwanej superprodukcji nadchodzącego półrocza. Dlaczego budzi mieszane uczucia? Znów punktami:

1) Jest źle zmontowany. Za dużo wybuchów, za mało dramatyzmu. Owszem, efekty są całkiem fajne, Wolverine się często klepie z różnymi mniej lub bardziej złymi cudakami - co jest na pewno plusem. Brakuje natomiast czegoś, co by zachęciło do fabuły, zarysowania jakiegoś dramatycznego wątku. Co prawda na początku jest wspomniane o jakimś ojcu, kobiecie etc., ale to mało zachęcające migawki nie mówiące zbyt wiele o tym, z czym bohaterowi przyjdzie się borykać (z drugiej strony to niby dobrze, że trailer nie zdradza fabuły...). No i właśnie kolejny początek złego wyważenia: pół minuty to monotonny monolog, a później latanie na helikopterze i wybuchy, które niespecjalnie z tego początku wynikają. W sumie nawet ciężko się zorientować, że Sabretooth to ten zły.

Sabretooth

2) "Origin" zamiast "Weapon X". Oczywiście trzeba pokazać początki Logana, do mini-serii "Origin" nic zresztą nie mam, ale szczrze mówiąc nastawiałem się na to, że jeśli to ma być film o powstawaniu, kształtowaniu się Wolverine'a to musi to być historia programu X najlepiej czerpiąca dramatyzm z "Weapon X" Windsor-Smitha i nie ustępująca mu brutalnością. I rzeczywiście, według pogłosek tak miało poczatkowo być. Tymczasem ze zwiastuna wynika, że lwią część filmu będzie stanowić dzieciństwo znane z "Origin" uzupełnione o dopisany wypełniacz (bo okresu obu wojen raczej nie potraktują ulgowo i jedynie migawkami). Druga połowa to - choć ciężko cokolwiek na pewno wnioskować - misje z i/lub ucieczki od programu Team X. Program Weapon X i "wstrzyknięcie" Loganowi adamantium ma być zwieńczeniem filmu (tak podają różne źródła). Można więc się spodziewać "przebudzenia" Logana (co widać na trailerze) i wielkiej rozpierduchy jaką zrobi w laboratorium przy okazji zapewne rozprawiając się z Sabretoothem, ale raczej nie można liczyć na jakiś dłuższy i pogłębiony obraz mąk jakie tam przechodził (przypomnijmy: wstrzyknięto mu adamantium tylko dzięki jego zdolności do regeneracji, a sam proces był olbrzymią torturą, do tego znęcanie się psychiczne - pranie mózgu by stworzyć posłusznego i nie znającego wątpliwości ani litości żołnierza), a tym samym wściekłości jaka w nim narastała i jaką widzimy w "X-men 2" względem Strykera.

3) Sabretooth i inni. Biorąc się za adaptację komiksu trzeba myśleć przyszłościowo. Tim Burton zabił Jokera w pierwszym filmie (no dobra, to trochę inna bajka, to jednak była jedyna w swoim rodzaju wizja artystyczna),  Joel "Sutki" Schumacher potraktował Bane'a bardzo epizodycznie, Sam Raimi ukatrupił Zielonego Goblina. O ileż mądrzej rozwiązał problem wrogów Nolan w nowej serii "Batmana" czy Tim Story w "Fantastycznej czwórce" - Doom i Scarecrow powracają. I dobrze. Niestety, Bryan Singer zrobił w "X-men" z Sabretootha zwykłego halabardnika, który raczej nijak ma się do postaci, którą gra Liev Schreiber (pomijając już wybór aktora - ponoć sporo przybrał na wadze, ale nie wydaje się górować nad Jackmanem tak jak powinien). Nie mówiąc już o tym, że założenie, że Sabretooth jest bratem Wolverine'a (co w "Origin" zostało tylko deliktanie zasugerowane; w komiksach w ogóle przez długi czas pojawiały się przesłanki, że jest... ojcem) odziera całą mitologię bohatera z tajemniczości - no ale widać takie wymogi filmu.

Gambit

Ech, niby niekonsekwencje to w seriach filmowych (komiksowych zresztą też, tylko tam zwykle jakoś wyjaśniane  magiczno-technologiczno-mutanckimi wskrzeszeniami) chleb powszedni, niby dobrze, że w końcu Wolvie dostanie godnego przeciwnika, ale jednak trochę to się gryzie. Tak samo mam mieszane uczucia co do wykorzystywania tylu postaci: od Gambita, przez Emmę Frost, do Deadpoola, chociaż mam nadzieję, że tym razem scenarzyści rozwiążą to trochę lepiej i nawet jeśli jakaś postać będzie musiała zginąć to zostawią jakąś furtkę otwartą, jakieś niedopowiedzienie. Bo takiego na przykład Gambita chętnie bym zobaczył jeszcze nie raz.

A plusy? Oczywiste: Jackman, Jackman i Jackman - jeszcze bardziej przypakowany i wyglądający na jeszcze bardziej wkurzonego...

Jakub Gałka

20:08, blog_esensja , Filmy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 grudnia 2008
Terminator will be back!

Niedawno mieliśmy okazję zobaczyć pierwsze zapowiedzi "Terminator: Salvation" - plakat i zwiastun. A dosłownie chwilę temu przedstawiciele studia poinformowali, że już rozpoczynają przygotowania do nakręcenia piątej części (a Christian Bale podpisał kontrakt na trzy sequele!). Według wcześniejszych ustaleń, rozpoczęcie przygotowań miało nastąpić latem, już po premierze czwartej części, a więc znając reakcje widzów na film. A jednak producenci zdecydowali się przyspieszyć działania i chcą zacząć pracę już teraz, by film wypuścić na ekrany w 2011 roku. I w sumie się nie dziwię - "Terminator: Salvation" jest skazany na sukces. Dlaczego?

 

Po pierwsze dlatego, że nie musi mierzyć się z oryginalnymi produkcjami Camerona, rewolucjonizującymi współczesne kino science-fiction, ale "zaledwie" z przeciętnym "Terminatorem 3" (o kiepskich "Sarah Connor Chronicles" nawet nie trzeba wspominać). Owszem, ciężko ten ostatni film nazwać jednoznacznie słabym, więcej nawet - można zaryzykować, że był konieczny do odejścia od schematu ucieczki przed "elektronicznym mordercą", a przejścia do filmu akcji osadzonego w postapokaliptycznej rzeczywistości, gdzie raczej nie ma miejsca na pojedynki "mano a mano" - bo taki zdaje się będzie "Salvation". Ale też film Jonathana Mostowa nie był arcydziełem, cierpiał na wyraźny przerost formy na treścią, topornie od schematu uciekał, a Arnold był już zdecydowanie za stary. No i jednak odwalił tę brudną robotę - teraz zmiana formuły nie będzie już takim zaskoczeniem, widzowie gładko (i zaryzykuję: chętnie) przyjmą nieobecność Arnolda. Będą konfrontować "Salvation" z "T3".

Po drugie dlatego, że kino science-fiction cierpi w nowym wieku (a nawet dłużej) na poważną zapaść. Filmy nie będące ani fantasy, ani adaptacją komiksów, ani "Gwiezdnymi wojnami", ani fantastyką bliskiego zasięgu, tylko czystym science-fiction z porządną otoczką kosmiczno-przyszłościową, można policzyć na palcach obu rąk. Z czego większość będzie produkcjami katastroficznymi, a praktycznie żaden nie będzie filmem naprawdę dobrym. No, może pomijając te koncentrujące się na dość bliskiej i ziemskiej przyszłości, czyli "Ja, robot", "Raport mniejszości" i "A.I.". Brakuje natomiast - nie licząc ratowania Ziemi od asteroidów i innych takich - porządnych epickich obrazów spod szyldu dark/distant future, bo jeden "Matrix" i przeciętny "Star Trek Nemesis" wiosny nie czynią.

Po trzecie dlatego, że już teraz, na wiele miesięcy przed premierą, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że powstaje dobry film. Przeciekające z planu ploteczki, albo cenzurowane dziennikarskie reportaże wskazują wiele ciekawych pomysłów. Zwiastun wgniata w glebę i pokazuje, że spece od efektów nie próżnowali. Ekipa jest związana z "Mrocznym rycerzem" (scenarzystą jest brat Nolana, który odpowiada też za scenariusze do "Memento" i "Prestiżu") i właśnie ten film i jego podejście do rekonstrukcji znanej serii, wskazuje jako swoją inspirację. Bale grając Batmana przyzwyczaił się już do roli w filmie akcji i nie powinien mieć z Johnem Connorem problemów - więcej: może bez problemu wzbogacić tę postać. Może tylko mało doświadczony reżyser McG budził początkowo obawy, ale węszący na planie dziennikarze twierdzą, że robi dobrą robotę, niejako po fanowsku podchodząc do cyklu.

Czy może nie wyjść? Jasne, i tym większy będzie zawód po rozbudzonych oczekiwaniach... Ale chrzanić to. Ważne, że w końcu - przynajmniej mam taką nadzieję sądząc po zwiastunie - będę mógł po raz kolejny usłyszeć w kinie (a zapomnieli o tym jakie to ważne dla fana choćby twórcy nowego "Indiany Jonesa") ten temat muzyczny...

 

Jakub Gałka

12:05, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (4) »
niedziela, 14 grudnia 2008
157 prezentów na gwiazdkę!

Jak pisze red. Paweł Franczak "Idą święta, niestety. Czas miłości, radości i szeroko zakrojonych strategii marketingowych.". Ja więc wpiszę się w ten trend i dziś będzie reklama. Wielkim nakładem sił i środków przygotowaliśmy solidny zestaw solidnych prezentów popkulturowych - w sumie 157 pozycji! Książki, filmy, komiksy, płyty, gry planszowe - co tylko dusza zapragnie. Jeśli nie znajdziecie wśród naszych propozycji czegoś dla siebie i bliskich, cała redakcja popełni solidarne seppuku. Oczywiście po uprzednim rzetelnym udokumentowaniu niemożności wybrania czegoś przydatnego, co tak naprawdę będzie oznaczało, że z zasady nie przepadacie za książkami, filmami, komiksami, płytami i grami planszowymi. To co właściwie robicie na tym blogu?

Ale na razie czytajcie:

20 komiksów, których będą wam zazdrościć

50 wydań DVD, których nie możesz przegapić

15 gier planszowych, które powinny znaleźć się pod choinką

Prezentuj, broń! (prezenty muzyczne)

50 książek, które możesz kupić w ciemno

Konrad Wągrowski

12:15, blog_esensja , Magazyn
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Magazyn Esensja