Kategorie: Wszystkie | Filmy | Gry | Komiksy | Książki | Magazyn | Muzyka | Varia
RSS
piątek, 29 stycznia 2010
Upiory lekkostrawne

Widzialem ostatnio upiora. Na szczęście nie pod własnym łóżkiem, ale w operze. Czy raczej operetce. A właściwie to w Teatrze Muzycznym "Roma". No bo "Upiór w Operze", największy ponoć sukces teatru, schodzi niedługo z afisza to pomyślałem, że warto zobaczyć. No i się nieco zawiodłem.

Oczywiście nie scenografią. Ta była rozbuchana, oszałamiająca, intrygująca, a sceny "czarów" upiora (znikanie w błysku fajerwerków, przechodzenie przez lustro) czy obowiązkowy spadający żyrandol naprawdę robią wrażenie i przypominają, że w teatrze oprócz ambitnych monodram znaleźć też można nieco magii. Zabrakło mi jednak emocji.

Z jednej strony to w dużej mierze wina samych założeń (dramatyczna historia o miłości, bez jakichś wielkich scen zbiorowych, wesołych piosenek itp.), z drugiej wykonania. O ile ciężko zarzucić coś muzyce (może tylko zbyt łopatologiczne wykorzystanie motywu przewodniego), o tyle już libretto i częściowo jego wykonanie powodowało jedynie coraz bardziej ostentacyjne ziewanie. Oczywiście rozumiem wszelkie ograniczenia teatru, konieczność pewnych uproszczeń (śpiewa się w ruchu), rozciągania czasu akcji (trzeba za kurtyną przygotować kolejną scenę), częściowo widza docelowego (to jednak operetka, a nie opera, nastawiona w dużej mierze na młodego widza), ale bardziej banalnych i głupawo powtarzających się tekstów dawno nie słyszałem. No i przez cały spektakl nie byłem w stanie przyzwyczaić się do dysonansu jaki wywoływało połączenie groźnej, monumentalnej muzyki przed pojawieniem się upiora z jego partiami śpiewanymi łagodnym, słodkim, właściwie radosnym głosikiem (choć oczywiście same teksty miały być w zamierzeniu mroczne).

Efekt? Skupiałem się na stronie technicznej, podziwiałem aranżacje i scenografię, zlewając przy okazji samą historię. A przecież można historię paryskiego upiora opowiedzieć "współcześnie" wyłuskując z tej historii olbrzymi dramatyzm jaki tam się kryje, czego dowodem choćby finał znakomitego "Om Shanti Om".

Jakub Gałka

09:05, blog_esensja , Varia
Link Komentarze (5) »
czwartek, 28 stycznia 2010
Strzeżcie się porno-podróbek

Oczywiście nie mówię tu o samych pornoparodiach - oglądajcie na zdrowie, oprócz oczywistych walorów jakie niesie ze sobą każdy film dla dorosłych pornoparodie mogą też powodować sporo śmiechu.

Strzeżcie się za to podróbek tekstów traktujących o pornoparodiach. Kilka dni temu pewien portal - swoją drogą sporo większy od Esensji, co nadaje sprawie dodatkowego smaczku - co to publikuje nie zawsze śmieszne teksty i nie zawsze gołe baby (i jeszcze każe sobie za to płacić) zaprezentował tekst o porno podróbkach znanych filmów i seriali.

Oczywiście temat nie jest nowy, ani zaskakujący, ale tekst pojawia się dosłownie chwilę po tym, gdy Esensja zaprezentowała swoje głębokie przemyślenia na ten w polskim internecie dość nowy temat. Jak mawiali w pewnym skeczu Kabaretu Moralnego Niepokoju - "Psipadek?"

Nie chciało mi się oczywiście logować (tak, tak - jak chcesz obejrzeć kilka porno-plakatów, musisz się zalogować) do tegoż portalu żeby sprawdzić czy wybór filmów się pokrywa (co jest zresztą mało istotne i nawet niespecjalnie prawdopodobne, bo pole do popisu było ogromne). Polecam za to nasze teksty: ten o zagranicznych pornoparodiach i podsumowanie konkursu, w którym czytelnicy podsuwali pomysły na polskie produkcje tego typu.

Jakub Gałka

11:33, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (4) »
środa, 27 stycznia 2010
Najseksowniejsi aktorzy 2009

Jak co roku (to znaczy - drugi raz) w ramach lżejszych tematów zrobiliśmy ranking na najseksowniejszych i najmniej seksownych aktorów 2009.

Nasze wybory 10 naj... możecie znaleźć tutaj:

10 najseksowniejszych aktorek 2009

10 najseksowniejszych aktorów 2009

10 najmniej seksownych aktorów 2009


Blog będzie więc doskonałym miejscem, by wymienić tych, którzy nie załapali się typowanych dziesiątek, choć ich kandydatury się tu i ówdzie pojawiały. Wymieńmy więc tych, którym się nie udało, a na wzmiankę z pewnością zasługują:

1. Moon Bloodgood

...czyli jedyny powód, dla którego warto obejrzeć "Terminatora: Ocalenie" (a przy okazji - jakie fajne nazwisko!)

 

2. Anne Heeche

...czyli jedyny powód, dla którego można obejrzeć "Amerykańskie ciacho"

 

3. Eva Mendes

...czyli jedyny powód, dla którego można obejrzeć "Spirit". Swoją drogą, czy to nie poziom filmów wpłynął na nasze wybory?

 

4. Melanie Thierry

...czyli jedyny powód by zobaczyć "Largo Wincha". Zwłaszcza, że pojawia się tam nago.

 

5. Rosario Dawson

...czyli jedyny... No dobra, są tacy, którzy lubią oglądać Willa Smitha w "Siedmiu duszach".

 

6. Michelle Rodriguez

...czyli kolejna pilotka w zestawieniu, tym razem z "Avatara". Jej powietrzny pojedynek z Blair Williams (czyli Moon Bloodgood) z pewnością wszyscy chętnie by zobaczyli.

 

7. James Franco

...czyli świetna rola geja, partner Milka w "Obywatelu Milku"

 

8. Eric Bana

...czyli - wiecie co. "Zaklęci w czasie".

 

9. Jason Statham

...czyli "gdzie się podziała moja koszula" w "Transporterze 3".

 

10. Najseksowniejszy

...którego nie może tu zabraknąć.

 

Na tych nominowanych zagłosujcie TUTAJ.

14:28, blog_esensja , Filmy
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 stycznia 2010
Never Get Old

Od wczoraj można kupić nowy, koncertowy album (podwójny!) Davida Bowie: "A Reality Tour" (zapis z trasy z 2003 roku). Można go legalnie i za darmo tutaj posłuchać.

A w zeszłą sobotę koleżanka powiedziała mi, że nie lubi Davida, w ogóle, żadnej piosenki, ciągle jestem w szoku.

Karina Murawko-Wiśniewska

00:47, blog_esensja , Muzyka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Wielka wtopa polskiego biznesu filmowego

Na fali ogromnej popularności i rozgłosu (czego efekty widać i na niniejszym blogu) najnowszego filmu Jamesa Camerona wiele osób próbuje ubić swoje interesy. Weźmy choćby pogłoski o porno-adaptacji. Podłączanie się pod megahit ma ogromny potencjał. Wiedzą o tym na całym świecie - oprócz Polski.

Gdyby ktoś u nas pomyślał, poniższy film Janusza Majewskiego pojawiłby się w ramówce wszelkich stacji telewizyjnych, w ekspresowym tempie wyprodukowano by wydanie DVD (z Blu-Ray pewnie byłoby ciężko), rzucono do Empików i innych sklepów, a może i podbito by rynki zagraniczne.

Ale nie, nikt o tym nie pomyślał. Daleko nam jeszcze wciąż do zachodu.

A, o jaki film chodzi?

Oczywiście o "Awatar, czyli zamiana dusz" Janusza Majewskiego z 1964 roku.

Konrad Wągrowski

19:51, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (3) »
Same znajome twarze

Przyszła informacja od dystrybutora:

5 lutego na ekrany kin trafi komedia "Randka w ciemno" w reżyserii Wojciecha Wójcika, z prawdziwie doborową obsadą: Borysem Szycem ("Wojna polsko-ruska"), Katarzyną Maciąg ("Korowód"), Leszkiem Żurkiem ("Mała Moskwa"), Anną Dereszowską ("Lejdis"), Tomaszem Kotem ("To nie tak jak myślisz, kotku"), Bogusławem Lindą ("Jasne błękitne okna"), Zbigniewem Zamachowskim ("Popiełuszko") i Danutą Stenką ("Ciacho").

I tak sobie myślę:

Czy rzeczywiście mamy w Polsce tylko kilkoro tych samych aktorów do każdego filmu? A może to, że wciąż widzimy znajome (czytaj: zgrane) twarze nie wynika z jakiejś tendencji tylko zawsze tak było? Może 30 lat temu, gdyby były blogi, pisałbym: "Rany boskie, ile razy można oglądać Gajosa, Majchrzaka, Bistę, Seweryna i Opanię w tych samych rolach"?

No i jeszcze jedno - czy na pewno największymi, godnymi wzmianki osiągnięciami Lindy będą "Jasne błękitne okna", Zamachowskiego "Popiełuszko", a Stenki "Ciacho"?

Wyobraźcie sobie takiego newsa: w filmie wystąpią Robert de Niro ("Artur i Minimki") i Al Pacino ("Gigli")...

Konrad Wągrowski

12:06, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (2) »
czwartek, 21 stycznia 2010
Globy nasze, a Oscary...

...już niekoniecznie. Rewers nie zdobędzie Oscara - nie znalazł się na wąskiej liście 9 produkcji walczących o nominację do nagrody Akademii.

I teraz zaczynam się zastanawiać. Bo chociaż sam pisałem, że "to film lżejszy, mniej przejmujący i nieco słabszy niż genialny „Dom zły”, ale wciąż na tyle znakomity by gorąco kibicować mu w drodze po Oscara („Rewers” ma tę wielką zaletę, że jest mniej hermetyczny i bardziej czytelny dla obcokrajowca niż obraz Smarzowskiego)" zaczynam się zastanawiać czy film Lankosza rzeczywiścia miał szansę.

W końcu ta forma, która dla nas jest odkryciem, dla Amerykanów jest oczywistością i pewnym minimum przyzwoitości.

Może hermetyczność tematyki nie przesłoni intrygującego szaleństwa fabularnego "Domu złego" (który bodaj w przyszłym roku będzie mógł się starać o bycie polskim kandydatem) i okaże się bardziej egoztyczny i zaskakujący, a tym samym atrakcyjny dla zamorskiego, akademickiego widza?

Jakub Gałka

P.S. Oczywiście wciąż mamy szansę zaistnieć na oscarowej gali w formie takiej, jak na rozdaniu Złotych Globów.

20:03, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (3) »
Avatar to zuooo!

Kampania marketingowa przeboju Jamesa Camerona nie przycicha. Jak sam reżyser ostatnio przycichł (powtarza tylko, że nakręci dwójkę, nie mówiąc nic ciekawego ani nowego), tak zaraz znajduje się ktoś kto przyjdzie mu w sukurs.

Słyszeliśmy więc kolejno:

  • że "Avatar" jest antychrześcijański, pogański i bezemocjonalny i intelektualnie miałki, bo tylko wyżyma różne "pseudodoktryny"

 

  • że historia znana co najmniej od czasów "Tańczącego z wilkami" może zasiać ferment w co bardziej opresyjnych reżimach więc trzeba ograniczyć dystrybucję "Avatara" (oczywiście dopiero po tym, jak pobije krajowy rekord wszechczasów)

 

  • że oglądanie filmu powoduje natychmiastowy zgon w trakcie seansu (aczkolwiek media nie mogły przez pewien czas ustalić, czy chodziło o niebezpieczne aspekty technologii 3D czy o to, że film jest tak emocjonujący, że widzowie giną z podniecenia)

Co prawda to dość negatywny marketing, ale to to dobrze - tym głośniejszy i skuteczniejszy.

Jakub Gałka

08:40, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (1) »
środa, 20 stycznia 2010
Złote Globy dla Polski!

Nie, nie dzięki Ablowi Korzeniowskiemu, który statuetki żadnej nie zdobył (co oczywiście nie przeszkodziło wszystkim serwisom informacyjnym wymienić jego nazwiska), ale dzięki matce dziecka Colina Farrella.

Tak, nasza (czy aby na pewno nasza? - powinniśmy za to co najmniej zerwać stosunki dyplomatyczne) Alicja Bachleda-Curuś błyszczała na gali Złotych Globów! Błyszczała tak, że jej obecność dostrzegł nawet Paweł T. Felis i zaślepiony tym blaskiem pochwalił "Avatara" i Tarantino.

Zastanawiam się co prawda w którym momencie ten rozbłysk nastąpił, bo na pewno nie w tym:

No chyba, że to takie subtelne nawiązanie do momentu poznania swojego ukochanego (niekumatym przypominam, że chodzi o film o tytule "Ondine", w którym Alicja zagrała coś w rodzaju syrenki).

Tak czy inaczej, najważniejsze jest to, że zaistnieliśmy. Fakt, że Polka, która nawet nie była nominowana w żadnej kategorii pojawiła się na gali, jest jeszcze donioślejszy niż fakt, że inna aktorka była nominowana za rolę Ireny Sendlerowej. I na pewno wszyscy odnotowali naszą obecność.

Oscars, here we come!

Jakub Gałka

20:52, blog_esensja , Filmy
Link Dodaj komentarz »
Komiksy roku - wyróżnienie specjalne

Przy okazji wybierania nominacji do komiksu roku (przy okazji - gorąco zapraszamy do głosowania) przetoczyła się przez redakcję mała dyskusja na temat jednej z pozycji. Ostatecznie, ponieważ nie mogliśmy wybrać, który album mógłby dostąpić zaszczytu nominacji, zdecydowaliśmy się przyznać wyróżnienie specjalne - pierwsze tak obszerne wydanie "Tintina" w Polsce uważamy za wydawnicze wydarzenie komiksowe roku.

 

11:41, blog_esensja , Komiksy
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Magazyn Esensja