Kategorie: Wszystkie | Filmy | Gry | Komiksy | Książki | Magazyn | Muzyka | Varia
RSS
piątek, 30 stycznia 2009
Co by tu zsequelować?

Patrząc na ostatnie dwa lata wydawałoby się, że sequeloza żyje i ma się dobrze - na ekranach królują wszak filmy oznaczone kolejnymi numerkami, albo ostentacyjnie tych numerków nie posiadające bo to w sumie brzydko i niepoważnie wygląda przy częściach od trzeciej wzwyż.

Tymczasem jak się okazuje, wybranie filmu do wykrojenia z niego kontynuacji to też nie taka bułka z masłem. Oto na przykład mające dobre recenzje, odnoszące spory sukces "Opowieści z Narnii" - pomijając już fakt, że naturalnie kwalifikują się do kręcenia kolejnych części, bo po prostu istnieją kolejne pierwowzory literacki - miały poważny problem. Disney zrezygnował i "Podróż "Wędrowca do świtu"" stanęła pod znakiem zapytania, dopóty ostatnio nie przejął sprawy Twentieth Century Fox. A z drugiej strony bardzo badziewny, bardzo słabo zwracający się "Ghost Rider" (ponoć zwrócił się dzięki DVD i gadżetom okołofilmowym, np: komiksom, figurkom), jak właśnie oficjalnie potwierdzono, ma mieć kontynuację. Oczywiście z długowłosym Nicolasem Cagem, a żeby było weselej Ghost Rider wyruszy do Europy by "wyjaśniać tajemnice starych kościołów, a narracja przypominać ma przygody Roberta Langdona".

I pomyśleć, że na "Terminatora 4" trzeba było czekać sześć lat, a na "Indianę 4" aż dziewiętnaście...

Jakub Gałka

08:39, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (3) »
czwartek, 29 stycznia 2009
Disco, musical, MTV i opera

Na stronach serwisu możecie czytać podsumowanie roku 2008 w mainstreamowej kinematografii indyjskiej, a na blogu zapraszamy do zaznajomienia się z zestawieniem najciekawszych scen muzycznych pochodzących z filmów bollywoodzkich.

Nie każdy tytuł z Bollywood zostaje wyposażony w przerywniki w postaci piosenek, ale jednak większość pozycji głównego nurtu nie może się obejść bez pięciu, sześciu sekwencji muzycznych dopowiadających coś do fabuły filmu lub relacji między bohaterami. Piosenka może też przedstawiać postać bądź stanowić formę oddechu od silnych emocji lub cięższych tematów. Pieśń i taniec leżą u podstaw kultury indyjskiej, a zwłaszcza ludowego teatru i teatru ulicznego, z których Bollywood się wywodzi. Muzyka nie czyni z masowych filmów indyjskich musicali, bo piosenki stanowią jedynie dodatek, a nie główny środek wyrazu, jednak na pewno można je nazwać integralnym elementem tamtejszego kina popularnego. Oto krótka prezentacja najlepszych klipów z filmów bollywoodzkich wydanych w Polsce w zeszłym roku:

1. Dard-E-Disco: film “Om Shanti Om”

Ten teledysk zrobił furorę na długo przed premierą filmu. Przyczyną był głównie Shahrukh Khan, który w piosence występuje z obnażonym, naoliwionym torsem. Jednak piszczące fanki nie zagłuszyły istoty sekwencji: zgrywy i czystej ironii! Twórcy podśmiewają się z przedmiotowego traktowania w klipach filmowych tzw. item girls (czyli seksownych aktorek pojawiających się gościnnie tylko w piosence), stąd tym razem jako obiekt pożądania – pan. Poza tym, tak głupi, że aż śmieszny tekst (“Dard-E-Disco” to “Bolesne Disco”) i świetna, dynamiczna realizacja w scenerii czterech żywiołów. Plus SRK, który daje z siebie wszystko.

 



2. Jhoom Barabar Jhoom: film “Jhoom Barbar Jhoom”

 

Klip łączy elementy tradycyjnej muzyki Wschodu z nowoczesnymi bitami. Główne gwiazdy filmu czyli Abhishek Bachchan, Preity Zinta, Bobby Deol i Lara Dutta wykonują skomplikowany i długi układ choreograficzny, a wszystkiemu towarzyszy nastrój szalonej zabawy oraz nieposkromionej radości życia.



3. Dastaan-E-Om Shanti Om – film “Om Shanti Om”

 

Rewelacyjne, epickie i pełne emocji zobrazowanie różnorodności stylistycznej filmu Farah Khan. To jedna z niewielu piosenek w kinie bollywoodzkim, która opowiada zamkniętą historię (w tym przypadku losy bohaterów z pierwszej połowy seansu), a ponadto łączy estetykę opery, musicalu i teatru. Niesamowita gra barw, piękna muzyka i pełna siły inscenizacja.

 



4. Dhoom Again – film “Dhoom:2”

 

Stylistyka MTV, świetny taniec Hrithika Roshana i porywający rytm nowoczesnej muzyki pop z wpływami innych nurtów muzycznych. “Dhoom Again” otwiera i zamyka superfilm akcji w reżyserii Sanjaya Gandhviego i udowadnia, że jeśli chodzi o power i czystą zabawę w klipach, to Bollywood czuje rytm. Do tego wielka atrakcja wizualna: piękni jak marzenie Hrithik i Aishwarya Rai Bachchan.



5. Idhar Chala – film “Znalazłem Cię”

 

To kolejny teledysk czerpiący z tradycji musicalu amerykańskiego, ale o ile “Dastaan-E” kojarzyć można z atmosferą “Upiora w operze”, to utwór z filmu Rakesha Roshana to już raczej klimaty “Deszczowej piosenki” i innych produkcji z udziałem Gene’a Kelly’ego. Oszczędną scenografię i brak tancerzy rekompensują umiejętności Hrithika Roshana i Preity Zinty oraz dobry pomysł na estetykę klipu.



6. Ab toh forever – film “Ta Ra Rum Pum”

 

Piosenka, jak i klip, to kolejny przykład zapożyczenia amerykańskich wzorców, tym raz z młodzieżowych musicali czy teledysków gwiazd pop– uliczny taniec, żywiołowa, synchroniczna choreografia i obowiązkowo rozbity hydrant, z którego na tańczących sączy się woda. Bollywood dodaje od siebie rodzący się romans i doprawia śliczną Rani Mukherji, dla której nie jeden rzucił by wszystko by przetańczyć z nią całe życie.

http://pl.youtube.com/watch?v=myviMZGD8Nc

7. Satrangi Re – film “Dil se: Z całego serca”

Mimo, że z “Dil se” pochodzi także słynne “Chaiyya Chaiyya” - które zna chyba każdy, nawet nie interesujący się Bollywoodem - nasz wybór padł na mniej rozpoznawalne, ale równie interesujące “Satrangi Re”. Teledysk to połączenie w sobie trzech elementów: odrobiny mistycznej muzyki, oszałamiających plenerów i oczywiście niezwykle zmysłowego tańca (polecamy szczególnie część z czerwonym płótnem – działa na wyobraźnię)  

http://pl.youtube.com/watch?v=8Ent3xaj6_I


8. Salaam – film “Umrao Jaan: Burzliwe losy kurtyzany”

Wyszukany taniec Aishwaryi Rai Bachchan zaczaruje zwłaszcza wielbicieli klasycznego Bollywoodu opartego na tradycjach kultury indyjskiej. Ale niezwykle malowniczy kathak czyli skonstruowany wokół mimiki, gestów i rytmu klasyczny taniec, wykonywany w dodatku przez niezwykle utalentowaną tancerkę, jaką Aishwarya niewątpliwie jest, potrafi przykuć wzrok każdego obserwatora. Tak właśnie jest w przypadku “Salaam”. Nie tylko ze względu na bogate stroje i wnętrza, ale na magiczną atmosferę.

http://pl.youtube.com/watch?v=4uWCdlCoSAk


9. Beedi – film “Omkara”

Nie ma tu co prawda jakiś skomplikowanych układów tanecznych, ale jest to co w bolly cenimy sobie szczególnie – szaleńcza zabawa i zbiorowe wyrażanie radości z życia. Obserwując niepohamowaną taneczną ekspresję Viveka Oberoia czy Saifa Ali Khana, nogi same rwą się do podskoków.

http://pl.youtube.com/watch?v=FDHke6gJWEg


10. Touch me – film “Dhoom:2”

Może i w kinie bollywoodzkim jest cenzura, nie zawsze pozwalająca na bezpośrednie wyrażanie uczuć. Ale patrząc na klip “Touch me”,  i widząc jak Abhishek Bachchan i  Bipasha Basu wręcz pożerają się wzrokiem, i w ponętnych wygibasach przekazują sobie to, co tytuł piosenki podaje w sposób dość oczywisty, zastanawiamy się czy w ogóle jest to potrzebne. I bez tego przecież w opowiadaniu historii miłosnych radzą sobie znakomicie.  

http://pl.youtube.com/watch?v=GalkfVN9diM&feature=related

Ewa Drab i Kamil Witek

13:43, blog_esensja , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 stycznia 2009
Najbardziej przerażający plakat roku?

Grace 

Po narodzinach córeczki zupełnie zmieniła mi się percepcja niektórych filmów. Wcześniej z pewnością nie wstrząsnęłaby mną aż tak finalna scena "Sierocińca", a "Oszukaną" uznałbym prawdopodobnie za niegodny Eastwooda hallmarkowski wyciskacz łez. Ale czy tylko ja znajduję ascetyczną wymowność powyższego plakatu bardziej przerażającą niż wszystkie powyrywane kończyny i łby z posterów "Pił" czy innych "Hosteli" razem wzięte?

Piotr Dobry

12:35, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (9) »
niedziela, 25 stycznia 2009
Historyczne filmy akcji

plakatNiedawno, przy okazji premiery "Oporu", Bartosz Sztybor popełnił tekst "Rozrywkowe kino historyczne". Ot, taki sobie krótki artykulik, coby odkryć na nowo oczywistość - że kręci się filmy opowiadające o historycznych wydarzeniach - i zgarnąć łatwą wierszówką. No i w sumie ok, wiele się z tego tekstu dowiedzieć nie da, ale piętnowania idiotów grzmiących o braku zbieżności z historycznymi faktami w "300" nigdy za wiele.

Śmieszne natomiast jest mocowanie się Sztybora z terminologią i próba klasyfikacji filmów w rodzaju "Oporu", "Patrioty", "Braveheart" czy nadchodzącej "Walkirii". Ostatecznie autor dochodzi do jakże błyskotliwego wniosku, że o ile "Opór" różni się od "Pianisty", o tyle nie sposób postawić go na półce obok "Szklanej pułapki". A początkowo Sztybor chciał to uczynić, bo według niego "Pianista" czy "Lista Schindlera" to dramaty próbujące jak najwierniej oddać opisywaną epokę, a film Zwicka to czysta akcja, do tego zakłamująca historię (autor z wielką pewnością stwierdza, że Bielscy jednak byli mordercami w Nalibokach - widać ma jakieś swoje badania historyczne, a jego autorytet jako publicysty jest tak wielki, że nawet nie musi w tych wynurzeniach na żadne źródła się powoływać). Wypada pogratulować wrażliwości, jeśli autor artykułu nie dostrzega w "Oporze" czy "Patriocie" - pomijając sposób wykonania i ostateczny efekt, sam w recenzji filmu Zwicka narzekałem na przyklejone na siłę sceny akcji - znamion dramatu, czy przynajmniej chęci stworzenia dramatu. Porównywanie tego ze "Szklaną pułapką", gdzie chodzi o ciągłe napięcie, wybuchy, strzelaniny i naparzanie się po gębach, jest kompletną pomyłką (jeśli już, to lepszym odnośnikiem byłyby filmy sensacyjne w rodzaju "Gorączki" Manna - gdzie podobnie jak w wymienianych produkcjach historycznych jest miejsce i na dramat i na akcję). A jeśli się czegoś nie wie, to warto zapytać - w tym przypadku sięgnąć po sprawdzone wzorce: w języku angielskim funkcjonuje pojęcie (vide Wikipedia czy IMDB) "historical drama" i doprecyzowujące je "war drama" (odnoszące się zresztą akurat do wszystkich wymienianych tu filmów - nie zaliczałyby się natomiast opowieści historyczne w których wojny nie ma, lub jest jakaś na dalekim tle, vide wszystkie dramaty "dworskie" w rodzaju"Księżnej"). I "Opór" koegzystuje w nich bezproblemowo z "Pianistą" i nikomu to nie przeszkadza.

Jakub Gałka

18:09, blog_esensja , Filmy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 stycznia 2009
Najbardziej niesamowity zwiastun filmowy roku

Szperając dziś po serwisach newsowych, zauważyłem, że jeden z nich, o bardzo sympatycznej nazwie filmschoolrejects.com poświęcił obszernego newsa zwiastunowi zupełnie nieznanego, niezaleźnego filmu. Kurcze, naprawdę było warto. "Ink" to (zapewne) niskobudżetowy horror, bez znanej obsady, którego raczej w życiu w polskich kinach nie zobaczymy, ale ten zwiastun naprawdę robi doskonałe wrażenie! Może będziemy mieli nowego "Donnie Darko"? Zobaczcie zresztą sami. Nie chcę włazić w kompetencje Michała Walkiewicza z jego cyklem "Przed seansem", ale pominięcie tego trailera byłoby dużym niedopatrzeniem.

 

 

Konrad Wągrowski

13:13, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (1) »
czwartek, 22 stycznia 2009
10 najlepszych pogardzanych filmów
Tak sobie dziś rozmyślałem o filmach, które lubię, ale do których lubienia wstyd się przyznać w tzw. towarzystwie, jeśli ktoś oczywiście daje faka w kwestii kpiących uśmieszków czy drwiących spojrzeń. No i wyszło mi następująco:

1. "Titanic"
2. "American Pie"
3. "Dirty Dancing"
4. "Dzień niepodległości"
5. "Dziewczyna z Jersey"
6. "Straszne filmy"
7. "Głupi i głupszy"
8. "Top Gun"
9. "Węże w samolocie" 
10. "Smętarz dla zwierzaków"

Titanic

Tzw. towarzystwo potrafi również ochoczo wyszydzić, jeśli powie się coś dobrego o:
 
- dowolnym filmie z Adamem Sandlerem za wyjątkiem "Lewego sercowego"
- dowolnym filmie z Matthew McConaugheyem
- dowolnym filmie z Kevinem Costnerem
- dowolnym filmie z Markiem Wahlbergiem za wyjątkiem "Boogie Nights"
- "Batmanach" Schumachera
- ekranizacjach powieści Nicholasa Sparksa
- filmach Michaela Baya

Ciekawe, że jednocześnie znam wśród tych szyderców wielu fanów "Testosteronu" czy "Lejdis".

Piotr Dobry
18:51, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (29) »
środa, 21 stycznia 2009
Trzecie dno...

Bycie Krytykiem filmowym to straszna praca. Takie człowiek nie może ot, tak po prostu oglądać filmu i cieszyć się nim. Nie. On musi Analizować, Odczytywać, Interpretować, Rozbierać (na czynniki pierwsze oczywiście)... I dla takiego Poważnego Krytyka film okazuje się być zupełnie czym innym niż dla nas, maluczkich i prostych widzów,dostrzegających tylko pierwszą płaszczyznę dzieła.

Na przykład "Mroczny Rycerz" okazuje się być nie opowieścią o facecie w rajtuzach, ani nawet mrocznym studium szaleństwa i odpowiedzialności za swoje czyny, za swoją zemstę - to subtelna krytyka amerykańskiej polityki (no wiecie, te nadzywczajne środki, tortury, zastraszanie to Guantanamo, a skrzydła peleryny układają się w W jak Bush - pisaliśmy o tym przy okazji popkuriozum).

Albo "Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia", który "na siłę można oczywiście potraktować jako kolejny film atakujący nie tyle ziemskie, ile amerykańskie imperialne zapędy. Ale uzasadnienie wydania tylu milionów dolarów to raczej kiepskie.." No film rzeczywiście słaby, ale czy nie możnaby go potraktować po prostu jako obrazka o kosmitach? A jeśli już mowa o przesłaniach to przecież łopatologicznie wyłożone jest, że rozchodzi się o ekologię. Ale nie, bo to dopiero drugie dno, a przecież Poważny Krytyk kopie dalej, bo wie lepiej od twórców filmu co im na sercu leżało...

To były przykłady filmów rozrywkowych, w sumie można się przyzwyczaić, podobnie jak do ciągłego nierozumienia konwencji i jechania po Bollywood. Ale najśmieszniejsze jest, że nawet ambitne, inteligentne dramaty muszą w rozumieniu Poważnego Krytyka chować coś pod podszewką - oczywiście podtekst polityczny. Bo, że takie "Spotkanie" jest filmem trudnym, nie mówiącym do widza wprost, nie wystarczy. Bo mówi tylko marnym człowieczku, a przecież kto chciałby w ogóle opowiadać jakieś historie o ludziach (bo że historii rozrywkowych nie, to już wiemy). Bo przecież "Spotkanie", czyli "ten polityczny melodramat, można traktować z jednej strony jako głos w dyskusji na ten właśnie temat - głos szlachetnego liberała, który mówi: ostrożność, oczywiście, nie zawadzi, ale nie popadajmy w paranoję, nie bądźmy tak strasznie podejrzliwi, bo inaczej Ameryka przestanie być Ameryką, krajem, który od zawsze czerpał energię rozwojową od przybyszów z zewnątrz. A z drugiej strony (i ta uzupełniająca perspektywa wydaje mi się ciekawsza) jest filmem o życiowym przebudzeniu, wyrwaniu się w z apatii i obezwładniającej rutyny." Opowieść o człowieku to tylko drugi, uzupełniający temat...

Jakub Gałka

21:28, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (4) »
40 przemówień w 2 minuty

Z cyklu "znalezione na youtube" i jeszcze w kontekście wczorajszego zaprzysiężenia Baracka Obamy - 40 najsłynniejszych (zdaniem autorów filmiku) przemówień filmowych (od Williama Wallace'a do misia Fozzie), skompresowanych w dwuminutowy filmek. Sympatyczne. I tradycyjne pytania - wszystkie tytuły możecie odgadnąć? I czego ewentualnie brakuje?

 

 

Konrad Wągrowski

 

14:19, blog_esensja , Filmy
Link Komentarze (1) »
wtorek, 20 stycznia 2009
Kup pan cegłę i mp3...

Tak wiem, wszystko jest na sprzedaż w dzisiejszych czasach, ale nie sądziłem, że dojdzie do tego. Serwis Bopaboo postanowił sprzedawać używane empetrójki!

Ma to to działać podobnie do eBaya, tylko oczywiście lepiej.
Ceny jednego pliku mają być trzy razy niższe niż w innych serwisach, a 20 procent zysku pójdzie do firmy, która dzierży prawa autorskie. Poza tym, sprzedający dostanie specjalny kredyt na zakup nowej muzyki. Podobno Bopaboo ma specjalny system, który zapobiegnie sprzedaży jednego pliku dwa razy (jak do diabła? Zmusi mnie do skasowania sprzedanej piosenki z laptopa i iPoda?)

Większość analityków kręci głowami, mówiąc, że za naruszanie praw autorskich (co podobno musi nastąpić i żadne tam specjalne systemy-sremy nie pomogą) pójdą na dno szybciej niż Napster, ale kto ich tam wie? Szefostwo na blogu klnie się na wszystkie świętości, że dla prawa autorskie będą przestrzegane bla bla bla... 

Sądząc po wyglądzie strony i szumnych zapowiedziach, Bopaboo nie są z tych, co to wciskają frajerom Most Brooklyński czy Statuę Wolności za kilka dolców i podobno serio chcą zarobić. I może to oznacza nową erę w handlu cyfrową muzyką? A może będzie to taki sam złoty biznes dla internautów, jak ta legendarna już strona?

Póki co, oto wersja beta , gdzie można się zarejestrować jako beta user i spróbować tego cudu na własnej skórze i za własne pieniądze...

Paweł Franczak

22:28, blog_esensja , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
Józef Stalin prezydentem USA?

W serwisie przedstawiliśmy przegląd najdziwniejszych prezydentów USA, których wyobraźnia pisarzy i filmowców umieściła w Białym Domu (reprezentatywnym przykładem jest Pani Prezydent Paris Hilton).
Tymczasem jeszcze wdzięczniejszym i chyba ciekawszym (bo prawdopodobnym) pomysłem jest umieszczanie w Owalnym Gabinecie prawdziwych polityków, którzy w rzeczywistości nie dostąpili takiego zaszczytu czy wręcz rzeczywistych prezydentów, jednak w zupełnie odmiennych realiach. I tak na przykład:

Wiceprezydent Spiro Agnew wskakuje o stopień wyżej w powieściach „Podróż” Stephena Baxtera i „Wilki z Calla” Stephena Kinga –  w obu zajmując się głównie wspieraniem NASA i podbojem kosmosu.

Dick Cheney zastępuje Busha po jego śmierci w mockudramie „Śmierć prezydenta” i impeachmencie w serialu TV „That’s My Bush!”.

Hillary Clinton wielokrotnie w ostatnich latach pojawiała się w kinie i literaturze jako pierwsza Pani Prezydent, m.in. w powieściach z serii „Oś czasu” Johna Birminghama, epizodzie serialu „Sliders”, komiksie z serii „2000 AD” i filmie „The Trial of Tony Blair”.

Równie często umieszczano w Białym Domu Ala Gore’a, m.in. w epizodach seriali „SeaQuest” i „Family Guy” czy filmie „The One”.

J. Edgar Hoover

Naturalnym było też zainteresowanie J. Edgarem Hooverem, który prezydentem został w sitcomie „Red Dwarf” (szantażowany przez mafię pozwolił Rosjanom rozlokować się na Kubie), epizodzie „Slidersów” (po zamachu na JFK został prezydentem-dyktatorem), opowiadaniu Harry’ego Turtledove’a „Joe Steele” (również wprowadza dyktaturę).
Hoover pomaga też Lyndonowi Johnsonowi, zamordystycznemu dożywotniemu prezydentowi w powieści „Arc Riders” Davida Drake’a.

Joseph P. Kennedy Senior, jako prezydent USA wybrany w 1960 roku, spotyka się z 75-letnim Adolfem Hitlerem w powieści „Vaterland” Roberta Harrisa.

John F. Kennedy wielokrotnie przedstawiany był w rzeczywistości, w której nie zdarzył się zamach w Dallas, np. w powieści „The World Next Door” Brada Fergusona (co prawda uniknięcie zamachu nie wyszło na dobre – po trzech dekadach rządzenia JFK jest znienawidzoną przez wszystkich, ukrywającą się pół-legendą, winowajcą wojny atomowej w 1962 roku).

Joseph McCarthy w opowiadaniu „We Could Do Worse” Gregory’ego Benforda jest oczywiśœcie czarnym charakterem wprowadzającym brutalną dyktaturę.

Richard Nixon

Nie najlepszą opinię wśród pisarzy ma też Richard Nixon – antybohater w „Strażnikach” Alana Moore’a, „Back in the USSA” (gdzie jest odpowiednikiem Breżniewa), powieści „Second Holocaust” Roberta O’Connela (gdzie po wojnie atomowej kontynuuje twardą politykę) czy serii „Psychotechnic League” Poula Andersona (w której rozpętuje nuklearne piekło w 1958 roku, dwa lata po zastąpieniu zmarłego Eisenhowera w Białym Domu).

Jednoznacznie negatywny jest też prezydent… Józef Stalin, a właściwie Joe Steele – urodzony w Ameryce syn gruzińskich emigrantów w opowiadaniu „Joe Steele” Harry’ego Turtledove’a.

Tak obszerny temat doczekał się zresztą własnych antologii. W zbiorze „Alternate Presidents” (pod redakcją Mike’a Resnicka) jako prezydenci pojawiają się m.in. Davy Crockett, George Armstrong Custer (po zwycięstwie nad Little Big Horn), gubernator Michael Dukakis (który okazuje się kosmitą), Benjamin Franklin (zostaje pierwszym prezydentem zamiast Waszyngtona) czy Barry Goldwater (zrzucający głowice atomowe na Wietnam). Antologia „Alternate Kennedys” (redaktorem również Resnick), jak sam tytuł wskazuje, zajmuje się tylko słynną rodziną polityków, choć spora część opowiadań to raczej humoreski – z pomysłami typu The Kennedy Brothers najgorętszą kapelą rockową, JFK przeniesiony do czasów króla Artura, Joe Kennedy gwiazdą „Star Treka” etc. – niż historia alternatywna na poważnie.

Jakub Gałka

09:15, blog_esensja , Varia
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Magazyn Esensja